I hope you like it.
Świat wilkołaków to coś najmniej cenionego na Ziemi. Każda inna rasa uważała was za grupę odmieńców trzymających się zawsze razem. Co wcale nie było prawdą. Wszyscy opierali swoją wiedzę tylko i wyłącznie na starych sporach zapisanych w dziejach świata nadnaturalnego. A to wszystko zaczęło się wiele lat temu pomiędzy rodem wampirów i wilkołaków, który trwał przez miliony lat. Każdy oskarżał każdego pomimo tego, iż nie była to niczyja wina. Niestety uczucia ludzkie były czymś okropnym: zazdrość, pycha upór były to niektóre słabości pochodzące ze świata śmiertelników powodujące wiele problemów zagrażające obydwóm rodom.
Pomimo tego, iż wojna była zawieszona już od ponad dziesięciu lat, ty odczuwałaś, że jesteś zamknięta w jakimś lochu, z którego nie możesz się wydostać. Nie mogłaś nawet spokojnie porozmawiać z istotami innego gatunku, ponieważ twój ojciec a zarazem władca watahy uważał to za niestosowne ze względu na to, iż za niecałe dwa miesiące miałaś stać się nowym władcą stada. Tak strasznie tego nie chciałaś, ale nie mogłaś zawieść tych wszystkich zagubionych szczeniaków zwanych watahą.
Dzień twoich dwudziestych urodzin. Byłaś przerażona wizją tego, iż musiałaś chodzić przez cały dzień z doklejonym uśmiechem na twarzy. Najchętniej schowałabyś się gdzieś w dalekim zakątku lasu i z niego nie wychodziła. Niestety ojciec nie pozwoliłby ci na to. Czekałaś tylko na to, aby ta męczarnia jak najszybciej się skończyła pomimo tego, iż nawet się nie zaczęła.
- _____ mam dla ciebie niespodziankę – krzyknął twój ojciec.
- Jaką?- odchrząknęłaś wykrzywiając swoją twarz w grymas.
- Nie tym tonem moja druga – upomniał cię gniewnie.
- Dobrze – uniosłaś dłonie na znak pokoju – To co to za niespodzianka? – skończyłaś.
- W twoim pokoju jest sukienka, którą założysz wieczorem. Mam nadzieję, że ci się spodoba – powiedział dyskretnie puszczając ci oczko. Kochałaś swojego ojca, ale czasami był naprawdę nie do zniesienia, choć dobrze znał twoje klimaty, jeżeli chodziło o modę. Pospiesznie udałaś się do pokoju a twoim oczom ukazała się prześliczna czarno-biała sukienka. Górna część stroju przedstawiała białą bluzkę na długi rękaw z naszytą czarną koronką rozchodzącej się od mankietów aż po dekolt. Dolną częścią stroju była czarna spódnica za kolana obszyta brzegach białą koronką. Byłaś pod wrażeniem uroku tak prostej kombinacji kolorów. Bardzo ci się spodobała, do tego stopnia, iż osłodziła ci odrobinę przyjęcie, na które musiałaś iść. Wzięłaś ją w swoje delikatne dłonie przykładając materiał do ciała, aby sprawdzić czy dobrze na tobie leży. Idealnie.
Godzina 20: 00, godzina rozpoczęcia twojej udręki. Schodziłaś ze schodów waszej posiadłości a setki par oczu zostały skierowane na twoją osobę. Nie czułaś się skrępowana, ale również nie lubiłaś być w centrum uwagi. Zebrałaś w sobie trochę odwagi i wywołałaś na swojej twarzy szeroki uśmiech. Witałaś się z wszystkimi i kłaniałaś się każdej napotkanej osobie jak na następczynie przystało. Jednak gdzieś w głębi serca czułaś, że nie nadajesz się na przywódcę. Kiedy podeszłaś do swojego ojca, podałaś mu swoją dłoń, aby mógł cię poprowadzić w tańcu. Pomimo tego, że był to XXI wiek to i tak zachowaliście stare tradycje wilkołaków.
Kiedy tylko skończyłaś taniec z ojcem, podszedł do ciebie bardzo przystojny wampir o kasztanowych włosach i śnieżnobiałych zębach. Chwycił cię w tali przyciągając bliżej siebie. Zdziwiłaś się jego postępowaniem, lecz nie protestowałaś. Tańczyliście razem spoglądając sobie w oczy. Wasze ruchy idealnie ze sobą współgrały a spojrzeniami wyrażaliście więcej niż tysiąc słów. Niestety nie dane było poznać ci jego limę, ponieważ podszedł do was jeden z zauroczonych w tobie wilkołaków i zajął jego miejsce. Odprowadziłaś go jedynie wzrokiem a on posłał ci delikatny uśmiech chowając się w tłumie. Nie wiedziałaś, co masz o tym wszystkim myśleć. Nie mogłaś zrozumieć jak jedno spojrzenie, jeden taniec może tak bardzo namieszać komuś w głowie. Pomimo tego, iż był on wampirem nie czułaś od niego zimna a wręcz przeciwnie. Miałaś wrażenie, że jego dotyk, oddech a nawet spojrzenie rozpala cię od środka. Co się z tobą działo? Sama tego nie wiedziałaś, ale byłaś pewna jednego. Musiałaś go jak najszybciej odnaleźć, lecz to nie było takie proste. Ojciec nie pozwoliłby ci wtedy odejść od tych wszystkich adoratorów, którzy obłapiali cię spojrzeniem. Był dumny ze swojej córki, że ma tylu wielbicieli. Pragnął a wręcz nalegał, abyś jak najszybciej ożeniła się i wydała potomstwo, aby był spokojny o przyszłość watahy, ty jednak nie byłaś tego samego zdania, co on, ale wiedziałaś, że kiedyś będzie musiało to nastąpić. Miałaś tylko nadzieję, nie wybierze ci partnera nie zważając na twoje zdanie. Niestety nadzieja matką głupich. Chciałaś już się wymknąć, ale twój ojciec uprzedził cię mówić:
- _____ chodź musimy coś razem ogłosić- powiedział chwytając cię za rękę. Niechętnie udałaś się za nim z dość dużym grymasem na twarzy.
Gdy staliście na głównej scenie, ojciec przywołał wzrokiem jakiegoś chłopaka. Byłaś nieco zdezorientowana, ale zaczęłaś się powoli domyślać, co tak naprawdę chciał zrobić twój rodziciel. Poznając po zapachu wiedziałaś, ze był to jeden z twoich. Wyjątkowo nie podobało ci się to, co mogło nastąpić. Stałaś osłupiona, kiedy obok ciebie pojawił się nawet przystojny wilkołak o ciemnych oczach.
- Proszę wszystkich o uwagę – wykrztusił twój ojciec – Chciałbym wam przedstawić przyszłego męża mojej jedynej córki – skończył spoglądając w twoje czerwone ze złości czy. Nie miałaś najmniejszego zamiaru za niego wychodzić. Byłaś tak strasznie wściekła, że mogłaś wyrwać cały las, tylko po to, aby ci trochę ulżyło.
- Jak mogłeś? – były to jedyne słowa, jakie byłaś w stanie wtedy wypowiedzieć. Zbiegłaś ze sceny udając się do lasu. Biegłaś najszybciej jak potrafiłaś ocierając przy tym łzy spływające po twoich policzkach. Zatrzymałaś się dopiero przy jakiejś kamiennej skale, która uniemożliwiła ci dalszy bieg. Opadłaś bezwładnie na kolana uderzając pięśćmi w twardą ziemię. W pewnym momencie poczułaś czyjąś obecność, byłaś prawie pewna, że był to wampir. Miałaś nadzieję, że był to ten nieznajomy o cudownych oczach. Szybko stanęłaś na równe nogi i zaczęłaś rozglądać się w poszukiwaniu zagrożenia.
- Spokojnie, to tylko ja – usłyszałaś męski głoś a tuż przed tobą stanął wampir.
-, Co ty tu robisz? - spytałaś nie mogąc wyjść ze zdziwienia. Widziałaś go w całej okazałości. Posiadałaś go tylko dla siebie, tylko pytanie na jak długo?
- Przyszedłem porozmawiać – odezwał się spokojnie – przecież widzę, jaka jesteś roztrzęsiona – dokończył stając przed tobą na niebezpiecznie bliską odległość. Kiedy poczułaś zapach chłopaka, twoje zmysły natychmiastowo się pobudziły. Po chwili twoja cała gorycz, ten żal do ojca zamienił się w łzy, które tworzyły mokre ślady na twoich policzkach. Jedyną rzeczą, jaką zrobiłaś było odejście od nieznajomego, aby nie pokazywać mu się bez swojej maski. Odwróciłaś się zamiarem odejścia, jednak wtedy poczułaś jego dłoń na swojej a zaraz po tym pociągnął cię do uścisku. Twoje oczy nie wypełniały już łzy, lecz wielkie zdziwienie wywołane jego nagłym posunięciem. Wtedy przestałaś zgrywać twardzielkę i pokazałaś mu prawdziwą siebie. Objęłaś go w tali w zaczęłaś szlochać w jego ramiona. Brunet zaczął delikatnie głaskać twoje włosy powtarzając przy tym :
- Ciiiiiiiiiiiiiiiiii, wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę, aby mi cienie zabrał.
Staliście tak kilka chwil wtuleni w siebie. Czułaś jego opiekuńczość i to, z jaką troską spoglądał na ciebie. Nie byłaś pewna, ale chyba się w nim zakochałaś. Nigdy wcześniej nie miałaś takich uczuć względem żadnego chłopaka. Odsunęłaś się od niego i niepewnie spojrzałaś na jego nieskazitelną cerę.
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie znaleźć? – zapytałaś pociągając lekko nosem.
- Ja wiem wszystko skarbie – powiedział czule i przeciągnął dłonią po kosmyku twoich włosów, który opadał na twoją twarz.
-, Ale ………………- nie skończyłaś mówić, ponieważ chłopak przybliżył się i złożył na twoich ustach motyli pocałunek. Pomimo tego, że był on wampirem wasz pocałunek spowodowałby nie jeden pożar. Kiedy tylko się od niego odsunęłaś, twoje oczy świeciły na pomarańczowo z podniecenia i pożądania. Dopiero po chwili spostrzegłaś, że chłopak ci kogoś przypominał. Miałaś wrażenie, że skądś go znałaś.
- Wiesz, co wrażenie, że skądś cię znam – wypaliłaś nie zastanawiając się dłużej.
- Może cię się kiedyś przyśniłem, bo ty śnisz mi się każdej nocy. – powiedział sexowinie przygryzając dolną wargę.
- Nie. Mam wrażenie, że to było dość dawno, ale nie wiem do końca kiedy – powiedziałaś nieco podirytowana swoja niewiedzą.
-, Kim SeokJin. Nie mówi ci to czegoś? – zapytał szepcząc ci do ucha.
Właśnie w tym momencie ukazała ci się twarz małego, ślicznego chłopca, z którym bawiłaś się w dzieciństwie. Strasznie za nim tęskniłaś. Nie widziałaś się z nim od momentu śmierci twojej matki. Nie wiele pamiętałaś z tego, ale wiedziałaś, że SeokJin musiał wracać ze swoim ojcem do ich rodzinnego miasta. Miałaś nadzieję a raczej chciałaś wierzyć, że ta osoba przed tobą była twoim przyjacielem.
- SeokJin czy to ty? – położyłaś swoje dłonie na jego policzkach a twoje oczy się zaszkliły.
- Tak kochana to ja – powiedział swoim melodyjnym głosem.
- Ale jak? Ty? Tu? – zadawałaś kolejno pytania a łzy szczęścia wydostały się na światło dzienne. Byłaś tak zaskoczona i szczęśliwa jednocześnie, że nie wiedziałaś, co masz zrobić. Chociaż nie. Wiedziałaś, co masz zrobić. Rzuciłaś mu się na szyję a on uniósł cię w powietrzu okręcając dokoła własnej osi.
Kiedy już cię postawił zaczęliście rozmawiać i dowiedziałaś się wszystkiego, co było ci potrzebne. Powiedział ci, że kiedy wrócił do swojego ojczystego miasta dla niego i jego rodziny był to ciężki okres ze względu na to, że jeden z rodów wilkołaków zaatakował ich miasto i musieli walczyć o przetrwanie. Bardzo mu współczułaś, nie mogłaś wyobrazić sobie jak on musiał wtedy cierpieć. Martwiłaś się, że mogli go zabić, ale po chwili uświadomiłaś sobie, że wampira nie można zabić chyba, że polegnie w walce z istotą tego samego gatunku.
Spacerowaliście dobrą godzinę przypominając sobie stare czasy.
- SeokJin jak mnie znalazłeś? – zagadnęłaś, bo byłaś tego naprawdę ciekawa.
- Sam nie wiem. Przejeżdżałem z ojcem, pomyślałem o tobie i tak się jakoś tu znalazłem. Nigdy o tobie nie zapomniałem i chyba nawet dlatego, że byłaś moja pierwszą miłością – chrząknął i uśmiechnął się pod nosem.
- Serio?- podchwyciłaś
- Ne i chyba nadal cię kocham. – powiedział stojąc z tobą twarzą w twarz nie odrywając od ciebie wzroku.
- A wiesz, co?
-, Co? – nie odpowiedziałaś mu tylko stanęłaś na palcach łącząc wasze usta. Chciałaś już się odsunąć, kiedy ten powiedział.:
- Trzeba kończyć to, co się zaczyna-, po czym przyciągnął cię do głębszego pocałunku.
- Nie znałam Cię od tej strony – burknęłaś cała zaczerwieniona.
W pewnym momencie poczułaś silny uścisk na swoim ramieniu. Był to nie, kto inny jak twój ojciec z rozpaloną czerwienią w oczach. Miałaś wrażenie, że zaraz cię zabije, lecz ten pociągnął cię w stronę domu i milczał. Wiedziałaś, że próbował powstrzymać swój gniew, lecz nie wychodziło mu to najlepiej. Nie znałaś go od tej strony, ale wiedziałaś, że nie skończy się to najlepiej. Biegliście z zawrotną prędkością przemierzając dość dużą odległość. Oboje dobiegliście zmęczeni za tyły waszego domu zatrzymując się.
- Jak mogłaś mnie tak rozczarować? – zapytał z wyrzutem.
- Jak mogłam cię rozczarować? – powtórzyłaś z sarkazmem – Jak ty mogłeś rozczarować mnie? Nie liczysz się z moim zdaniem i oczekujesz tego, że się z nim ożenię? Myślisz, że jestem aż taka głupia? – wykrzyczałaś wściekła a twoje oczy znów przybrały złocisto- czerwoną barwę.
- Jak możesz mówić tak do władcy stada?
- A więc teraz jesteś władcą stada a nie moim ojcem. Świetnie, więc posłuchaj „władco stada ” mam w dupie twoje zasady i ciebie też!!!!!!!!!!!!!! – krzyknęłaś na cały głos. Ten pod wpływem tych wszystkich emocji zamachnął się i policzkował cię otwartą dłonią w twarz. Kiedy poczułaś jego cios, nogi się pod tobą ugięły i upadłaś z impetem na ziemie uderzając głową o tylną ścianę domu. Ostatnie, co zobaczyłaś była to czarna plama przed twoimi oczyma. Ojciec próbował cię ocucić, lecz jego starania poszły na marne.
„ Mrok. Wszędzie ciemność i wilgoć. Stałaś na środku ogromnego lasu czując czyjąś obecność. Odruchowo zawołałaś Jina, jednak nikt nie odpowiedział. Byłaś przerażona. Nagle spostrzegłaś dziadka Jina chcącego ugryźć twojego niewinnego przyjaciela. Chciałaś uwolnić ukochanego za szponów śmierci. Biegłaś w ich kierunku, a kiedy sądziłaś, że masz go na wyciągnięcie ręki. Zniknęli. A wraz z nimi zniknęło wszystko. Pozostała tylko ciemna pustka.”
Obudziłaś się cała zlana potem krzycząc imię przyjaciela. Wtedy zrozumiałaś, że tak naprawdę mogłabyś opuścić dla niego swoją watahę i uciec z im tylko po to, aby być w pełni szczęśliwym. Dopiero po chwili uświadomiłaś sobie, że to był jedynie sen. Koszmar, w którym byłaś naprawdę nieporadna na to, co się wtedy działo zupełnie tak jak wtedy, kiedy rozdzielano cię z Jinem.
- Kochanie. Jak dobrze, że ci nic nie jest. – podbiegł do ciebie zatroskany ojciec.
- Zostaw mnie. – odtrąciłaś rękę ojca, po czym spostrzegłaś, że jesteś przebrana – Nie odzywaj się do mnie. Idę się przejść – rzuciłaś na wychodne.
Chciałaś spotkać się se swoim przyjacielem a raczej ukochanym. Przynajmniej ty tak o nim sądziłaś. Postanowiłaś, że kiedy następnym razem go spotkasz od razu mu o tym powiesz. Udałaś się w miejsce gdzie poprzedniego dnia go spotkałaś. Niestety nie było go tam. Siedziałaś na ziemi wołając jego imię w duchu. Przymknęłaś oczy. Po chwili poczułaś czyjąś obecność, lecz nie był to SeokJin. Gdyby nim był na pewno byś to wiedziała. Poczułaś ociekającą złem aurę. Nie otwarłaś oczu. Wierzyłaś, że jeżeli ich nie otworzysz to to zniknie i będziesz bezpieczna. Jednak nie. Kiedy zorientowałaś się, że chce cię zaatakować uskoczyłaś około dwóch metrów, aby uniknąć nieprzyjemnego spotkania z wrogiem.
- Widzę malutka, że bystra z ciebie wilczyca – ujawnił się.
-, Czego ode mnie chcesz? – warknęłaś
- Niczego oprócz twojej śmierci – powiedział najspokojniej na świecie – nie pozwolę, aby mój wnuk zrezygnował z tronu tylko, dlatego, że jakaś dziewucha namieszała mu w głowie – mówił i każdym słowem, co raz bardziej się do ciebie zbliżał. Jednak ty nie pozwoliłaś mu na jakiekolwiek zbliżenie. Z każdym krokiem, kiedy on się przybliżał ty robiłaś krok w tył nie zmieniając dzielącej was odległości. Nieoczekiwanie starzec się na ciebie rzucił. Zrobiłaś kolejny unik upadając na roztłuczone szkło. Twoje nogi były całe zakrwawione i spodnie, które miałaś na sobie przykleiły się do ran podwajając ból.
- Mmmmmmmm!!!- Mruknął wampir, – Jaki rozkoszny zapach – podszedł bliżej ciebie wyciągając swoje zżółkłe kły. Byłaś przerażona. Nie mogłaś uciec a co tu dopiero mówić o obronie. Klęczałaś cała obolała i wystraszona. Kiedy starzec zamachnął się na twoją osobę ktoś przed tobą stanął. Nie wiedziałaś, kto był twoim wybawcą. Wiedziałaś jedynie dwóch walczących mężczyzn. Wielka była zacięta. Oboje doskonale dorównywali swoim wzajemnym ciosom. Dopiero wtedy, kiedy chłopak odwrócił się w twoją stronę rozpoznałaś go. Jin. Jin walczył dla ciebie, choć wiedział, iż mógł stracić swoje własne życie. Widząc jak obydwa rozwścieczone wampiry walczą, byłaś na to bezsilna. Choćbyś nie wiadomo, co robiła nie powstrzymałabyś dwóch rozwścieczonych wampirów, ponieważ jeżeli ten gatunek walczy ze sobą to tylko jedynie na śmierć i życie. Mogłaś mieć jedynie nadzieję, że najważniejszy mężczyzna w twoim sercu nie polegnie oddając za ciebie życie.
Jin okładał dziadka pięściami. Nie chciał go zabijać, ale nie mógłby pozwolić sobie na to, abyś ty zginęła. Oboje wnieśli się w powietrze dalej okładając się po twarzach. Jin walczył zawzięcie, ale przeczuwał, że nie wytrzyma tego dłużej. Brakowało mu sił.
CHWILA SŁABOŚCI …………………..
Stary wampir doskonale wiedział jak ją wykorzystać. Z prędkością światła podleciał do chłopaka i wbił kły w jego idealną skórę. Widziałaś każde posunięcie obojga. Zaczęłaś krzyczeć z rozpaczy. Jin leciał bezwładnie ku dole, a ty nie potrafiłaś go nawet złapać. Ból doskonale ci to uniemożliwił. Kiedy uderzył w zimę poczułaś pod swoimi kolanami jego ciężar. Ostatkiem sił, jakie posiadałaś, doczołgałaś się do SeokJina. Chwyciłaś go obiema rękoma i położyłaś na swoich udach. Miał zamknięte oczy………. Nie oddychał……..
Próbowałaś go obudzić, ale każda próba kończyła się porażką. Zalewałaś się łzami nad martwym ciałem chłopaka, kiedy ten nagle chwycił twój policzek i spojrzał w twoje zapłakane oczy.
- Kocham cię ….. Pamiętaj o tym.. – powiedział ledwie słyszalnie, po czym ostatecznie zamknął swoje powieki. Jego ciało stało się jeszcze chłodne niż zazwyczaj. Ułożyłaś swoją głowę na jego klatce piersiowej z nadzieją, iż usłyszysz bicie serca …………..nie biło….
Kiedy ty tonęłaś w swoich własnych łzach starzec opadł na ziemię.
- Widzisz ty nędzny szczeniaku, do czego doprowadziłaś?- powiedział pogardliwie.
- „To wszystko moja wina, nawet nie powiedziałam mu, że go tak bardzo kocham.”
- Jakieś życzenia? – powiedział pogardliwie
Nie myślałaś nad tym długo. Szybko podniosłaś wzrok z nad martwego ciała chłopaka na starego wampira i pewnie powiedziałaś.:
- Zabij mnie. Teraz – rozkazałaś
- Przecież wiesz, że i tak bym to zrobił – rzucił oblizując kły.
Poczułaś na swojej szyi jego oddech a potem …………………………. Potem nie czułaś już nic prócz mocnego ukłucia. Odeszłaś z tego świata z uśmiechem na twarzy. Wiedziałaś, że trafisz tam gdzie SeokJin, aby móc mu powiedzieć to, co czujesz.
Leżałaś, nie spałaś, ale nie mogłaś otworzyć oczu. Przypominając sobie o Jinie zmusiłaś się do poruszenia.
- Odpoczywaj skarbie. Jestem przy tobie – uspokoił cię ciepły głos Jina.’
Kiedy usłyszałaś jego słowa, twoje mięśnie rozluźniły się a ty popadłaś w głęboki sen .
- JIN!!!!!! – krzyknęłaś gwałtownie wstając z łóżka.
- _____ nie krzycz tak, przecież mówiłem ci, że jestem przy tobie- zaśmiał się uroczo.
- Ja cie tak bardzo przepraszam. To wszystko nie powinno mieć miejsca, ale chcę powiedzieć ci jedno. Kocham cie jak nikogo innego i pragnę, abyś był tego świadom.
- Wiem kochanie. Widziałem to w twoich oczach zanim jeszcze odszedłem- powiedział zbliżając się do twoich ust. Delikatnie musnął je swoimi wargami. Poczułaś miłe ciepło, które wypełniało cię od środka, ale nie robiłaś niczego. Jedyną rzeczą jaką mogłaś wtedy zrobić było to pogłębienie pocałunku, co też zrobiłaś.
Kiedy zabrakło wam powietrza w płucach oderwaliście się od siebie spoglądając w swoje oczy z dziką pasją.
- Będziemy razem – powiedział Jin
- Po wieczność …- dokończyłaś wpijając się powrotem w jego wargi.
KONIEC !!!
Twórca: Song Mi Chan
Liczę na zrozumienie było to moje pierwsze opowiadanie fantasty i zachęcam do komentowania. ^.^
Czemu ja nie piszę żadnych takich długaśnych one-shotów? :c Aż mi wstyd, serio.
OdpowiedzUsuńMuszę pogratulować pomysłu, uwielbiam fantasy, a fantasy z miłością jest zawsze miło widziane! Myślę, że gdybyś rozwinęła troszkę bardziej fabułę byłaby z tego przyjemna i dość ciekawa mini-seria. I muszę to napisać : Jin <3 Jin <3 Mój kochany Kim SeokJin <3 Jak nie kochać tego niezależnego, różowego księcia? :3
Widziałam kilka błędów - głównie to były zwyczajne literówki, albo słowa się zmieniały przez co zdanie brzmiało dość zabawnie :v Ale się nie przejmuj, każdemu się one zdarzają.
Robisz duże~ postępy, naprawdę. Tak trzymać!
Po raz kolejny dziękuje. Możliwe, że są literówki i błędy stylistyczne, ponieważ nie sprawdzałam tego tak bardzo bo musiałam się trochę pouczyć, ale na pewno to sprawdzę i poprawię. ^.^
OdpowiedzUsuń