Annyeong :) Przybywam do was z kolejnym one shotem, który powstał dzięki mojej kochanej koleżance, Weronice, którą pozdrawiam, więc miłej lektury.
Zostaw komentarz! To motywuje!
Kolejny dzień tej brudnej roboty. Było około siódmej i zaczynało już świtać. Niechętnie ogarnęłaś się i poszłaś w umówione miejsce spotkania. Na twarz nasunęłaś czarną chustę w czaszki, aby nikt cię nie poznał. W końcu dotarłaś. Było tu ciemno i wilgotno. W powietrzu unosił się nieprzyjemny odór zgnilizny i ścieków. Cześć gangu już tam czekała. Gdy wszyscy przyszli, zaczęłaś wypytywać szefa bandy, jakie jest następne zlecenie.
- Nie będziesz miała następnego zlecenia. - zamurowało cię.
- Szefie, o co chodzi? - spytałaś z niedowierzaniem w głosie.
- Jako niepełnoletnia musisz iść do szkoły. Nie potrzebujemy kolejnych problemów z prawem. - Odrzekł twardo. Zaprowadził cię do auta które miało zawieść cię do szkoły. Wsiadłaś do niego niechętnie. Popatrzyłaś na szefa z pogardą w oczach i pojechaliście. Mimo, że kierowcę znałaś bardzo dobrze i od dawna się przyjaźniliście się, nie odzywaliście się do siebie, szef rozwalił ci twój dobry humor. Byłaś na maksa wkurzona. Wysiedliście pod budynkiem przeciętnego, lekko zapuszczonego liceum w Seulu. Szofer podprowadził cię do budynku i oddał pod opiekę nauczycielce która poszedł z tobą do sali, gdzie czekała twoja nowa klasa. Zmierzyłaś wszystkich wzrokiem, ale nikt nie wydał ci się zbyt... hmm, interesujący, tak, to właściwe słowo. Gdy penetrowałaś klasę wzrokiem, jeden chłopak jednak przykuł twoją uwagę. Miał piękne, duże, ciemne oczy i rozwichszone ciemnobrązowe włosy. Usiadłaś w ostatniej ławce, za nim. Zauważyłaś, że odwracał się czasem. Zwykle znajdował do tego pretekst, lecz czasem robił to, jakby tylko dlatego żeby na ciebie popatrzyć. Spodobał ci się, ale nie dałaś tego po sobie poznać. Próbowałaś uciekać wzrokiem, lecz mimo wszystko ciężko było na niego nie patrzyć. Zadzwonił dzwonek. Spakowałaś rzeczy i poszłaś za klasą, ponieważ nie wiedziałaś w której sali macie zajęcia. Po kolejnym dzwonku oznaczającym lekcję, zobaczyłaś, jak chłopak który Ci się spodobał, przepada przez czyjąś nogę. Zobaczyłaś nastolatka o zadziornym uśmieszku. Nauczycielka kazała przyprowadzić pielęgniarkę, gdyż upadek nie wyglądał bezpiecznie. Higienistka stwierdziła złamanie.
- Park Kyung! Do dyrektora! Złamałeś Zico nogę! - krzyknęła zezłoszczona.
- Ależ to nie moja wina! -zaparł się chłopak, po czym wyszedł do gabinetu dyrekcji. Przypadł ci do gustu, pewnie dlatego, że z charakteru był podobny do ciebie. Też lubiłaś dokuczać słabszym. Na następnej przerwie, gdy Kyung wrócił z pogadanki zagadałaś do niego i dołączyłaś do paczki. Zakumplowaliście się od zaraz. Po paru dniach od twojego przybycia do szkoły, razem z Kyungiem natrafiliście na Zico.
- Patrz, ta oferma idzie - szepnął lider. - Gotowa narozrabiać? - Spytał patrząc na ciebie z zadziornym uśmiechem.
- Mhm... - odparłaś niechętnie, patrząc na Zico, bo mimo wszystko nie chciałaś robić mu krzywdy. Podeszliście do niego ukradkiem, i zasłaniając mu usta zaciągneliście go do ciemnej uliczki. Kyung przycisnął go do wilgotnej ściany i zaczął go mierzyć wzrokiem. Oderwał jedną rękę i już miał brać zamach, lecz nagle padł na ziemię trzymając się za biodro, powalony przez Zico kulami. Przejęłaś rolę poszkodowanego i przycisnęłaś chłopaka ponownie do muru. Popatrzył na ciebie swoimi brązowymi oczyma. Wasze spojrzenia się spotkały. Poluzowałaś uścisk, a po chwili całkowicie go zwolniłaś. Nie miałaś odwagi, aby cokolwiek mu zrobić. Odwróciłaś się do niego plecami i zaczęłaś iść.
- Zaczekaj - słysząc jego głos aż ciarki cie przeszły. Chłopak podkuśtykał w twoją stronę.
- Dlaczego to zrobiłaś? - Obejrzał się jeszcze dla pewności, że Kyung już sobie poszedł.
- Nie musisz wiedzieć - warknęłaś szorstko, mając nadzieję, że nie widział jak się zarumieniłaś i spuściłaś wzrok.
- Muszę - podszedł do ciebie od przodu i popatrzył ci w oczy.
- Podobam ci się, prawda? - nie musiał znać odpowiedzi, żeby wiedzieć, że trafił w sedno.
- Bo... -spuścił wzrok - Ty mi też
- N-naprawdę? - Było to jedyne co byłaś w stanie z siebie wydukać. Był to dla ciebie szok, a szczególnie po tej akcji, to myślałaś, że już całkiem możesz o nim zapomnieć.
- Tak... Mimo, że przed chwilą myślałem, że mnie zabijesz, jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek spotkałem - Chłopak przytulił cię a ty lekko zdezorientowana odwzajemniłaś uścisk. Pocałował cię delikatnie w czoło i chwycił za rękę.
- Wpadłabyś do mnie? Może jakiś film? - spytał i lekko uniósł jedną brew. Zgodziłaś się i poszłaś za nim. Wsiadliście w autobus. Wysiedliście naprzeciwko wielkiej willi.
- Mieszkasz tu?
- Tak. Rodzice dorobili się w firmie, a mój brat w tajemnicy przed nimi należy do mafii, ale nie lubię o tym mówić.
- Rozumiem - spuściłaś wzrok z myślą o swojej przeszłości. Wpuścił cie do mieszkania i sam wszedł. Przyglądałaś się mu z zaciekawieniem jak montował odtwarzacz wideo.
- Co powiesz na horror? - spytał patrząc na ciebie.
- Ughh... no dobrze- odparłaś cicho
-Jeśli będziesz chciała, zawsze możesz się do mnie przytulić - puścił ci oczko, przez co się zarumieniłaś I spuściłaś wzrok. - Słodka jesteś - szepnął a to wywołało u ciebie jeszcze większe rumieńce - Ojj nie rób tego, bo cukrzycy dostanę - zaśmiałaś się a on razem z tobą. Usiadłaś na sofie, a Zico przysunął się do ciebie i objął cię ramieniem. Wystraszyłaś się jednej krwawej sceny w filmie i wtuliłaś się w niego mocniej, na co chłopak uśmiechnął się lekko i dał ci buziaka w czoło. W pewnym momencie do pokoju wszedł brat Zico. Gdy Cię ujrzał zamurowało go. Wcześniej razem należeliście do mafii, lecz teraz nie chciałaś mieć z tym nic wspólnego. Zmieniłaś się. Już nie byłaś tą samą osobą co wtedy.
- Zico... - powiedział jego brat - a ty wiesz, że ona należy do mafii? - Popatrzył na ciebie. - "___"? Wyjaśnisz mi to? - spytał chłopak.
- To już przeszłość. Nic nie ważna przeszłość. Nie ma się mnie co obawiać, nic ci nie zrobię - odparłaś cicho. Brat wyszedł. Zico popatrzył za wychodzącym chłopakiem i zabrał głos.
- Czemu? Czemu mi nie powiedziałaś? - pytał z niedowierzaniem.
- Bałam się, że weźmiesz mnie za bandytę. A ja nie chciałam stracić kogoś takiego jak ty. - odparłaś, na co chłopak, widząc zbierające się w twoich oczach łzy, przytulił cię do piersi. Schowałaś głowę w zagłębieniu jego szyi. Przeszedł cię przyjemny dreszcz gdy poczułaś jego ciepło. Siedzielibyście tam długo tuląc się do siebie, lecz nagle do pomieszczenia wszedł brat Zico i twój były już szef.
- Słyszałem, że odchodzisz. A więc, Zico, wiesz co to oznacza. - powiedział z szyderczym uśmiechem.
- Co to oznacza? - spytałaś przestraszona, co zrobią z Zico.
- Oznacza to, że mam do nich dołączyć. Oświeciło cię. Przecież ty trafiłaś do mafii w dokładnie ten sam sposób.
- Nie! Na pewno nie musisz tego robić! - poczułaś jak łzy znów zbierają ci się pod powiekami.
- Szefie! Naprawdę, nie ma innej opcji? - popatrzyłaś na niego a ten pokiwał przecząco głową. Zaczęłaś płakać.
- Na pewno? - dopytał Zico - No dobrze, zrobię to dla "_____". - podszedł do ciebie i pocałował cię długo.
- Wrócę, obiecuję - szepnął i został wyprowadzony z domu. Padłaś na kolana i zaczęłaś szlochać rzewnymi łzami, bo to z twojej winy chłopaka musieli tam zabrać. Po chwili wylewania słabości, nadszedł czas działania. Wpadłaś na pewien plan. W zasadzie, wszystko było by super, ale sama nie dałabyś rady wcielić pomysłu w życie. Kyung. Pierwsze na co wpadłaś. Mimo, że normalnie byś się do niego nie odezwała, lecz tu chodziło o Zico. Zadzwoniłaś do niego, a po chwili on i jego banda czekali juz gotowi do walki w twoim salonie.
- Okej, każdy wie co ma robić? To świetnie. Słuchaj, Kyung - powiedziałaś do niego na boku. - Dzięki za pomoc, sama bym nie dała rady.
- Słuchaj, nie ma problemu. Zrozumiałem, że moje dotychczasowe zachowanie nie było dobre, więc postanowiłem się zmienić. - uśmiechnął się przyjaźnie. Rozdałaś im broń i wyjaśniłaś plan działania. Na miejsce dotarliście pieszo, samochody wzbudziłyby podejrzenia. Gdy Kyung z chłopakami po cichu unicestwiali mafię, ty w tym czasie niezauważenie przemykałaś do pomieszczenia, gdzie przetrzymywany był Zico. Na szczęście miałaś swój klucz do tego pokoju, co znacznie ułatwiało sprawę. Byłaś już bardzo blisko, gdy dostrzegłaś szefa gangu taszczącego jakieś ciało. Za nimi ciągnęła cię czerwona smuga krwi. Przyjrzałaś się bardziej i o mało co nie krzyknęłaś. Był to brat Zico. Zauważyłaś, jak mężczyzna ciągnie ciało do tego pokoju. W jednej chwili, bezszelestnie podeszłaś do niego od tyłu i postrzeliłaś go w głowę. Padł martwy na ziemię. Zobaczyłaś Zico płaczącego, trzymając do ciała brata. Podbiegłaś do niego i go przytuliłaś.
- Nic ci nie jest... Nawet nie wiesz jak bardzo się o ciebie bałam... - odparłaś. Spojrzałaś na przytulone, martwe ciało.
- To moja wina... - poczułaś jak po twoim policzku spływa ciężka łza.
- Ej, nie mów tak... - Chłopak objął cie ramieniem - Nie płacz już - otarł kciukiem twój policzek - Kocham cię - szepnął i pocałował cię - Ja ciebie też - oddałaś buziaka, po czym wyjaśniłaś mu plan działania. Mimo próśb, aby został ze względu na gips, uparł się i poszedł z tobą. Zaczeliście strzelać do przeciwników. Padali jeden po drugim. Nie było litości dla nikogo. Nagle spostrzegłaś, jak Zico osuwa się na posadzkę. Bez chwili namysłu wzięłaś go i odciągnęłaś na bok. Ujrzałaś, jak na jego białej koszulce w okolicach barku robi się czerwona plama. Zaczęłaś płakać.
- Zico, nie, proszę, nie rób mi tego! - łkałaś - Proszę, nie! - Zastanawiałaś się co robić. Nic nie przychodziło ci do głowy, lecz nagle wpadłaś na coś szalonego, ale możliwe, że skutecznego. Chwyciłaś chłopaka na ręce i strzelając do mafii zaczęłaś biec w stronę wyjścia.
- Chłopaki uciekać! - krzyknęłaś do Kyunga i paczki. Lider dobiegł do ciebie.
- Jakieś straty w ludziach? - spytałaś go.
- O dziwo brak. - odpowiedział z niedowierzaniem w głosie.
- Co z nim? - spytał zatroskany.
- Dostał w bark. Biorę go do szpitala. - Odparłaś i nie czekając na odpowiedź chwyciłaś stopa i poprosiłaś o podwózkę do najbliższej kliniki.
- Wytrzymaj jeszcze chwile, proszę cię. - szeptałaś do chłopaka. Był coraz słabszy. Nareszcie dotarliście na miejsce. Wydawało ci się, że to 10 minut jazdy, to tak naprawdę długie godziny. Wpadłaś do szpitala i oddałaś go pod opiekę lekarzy, sama siadając zmęczona na krześle w poczekalni. Nawet nie wiesz kiedy zasnęłaś. Obudziłaś się po paru godzinach. Pielęgniarka poinformowała cię, że możesz już iść do chłopaka. Pobiegłaś pędem do sali w której leżał. Ujrzałaś go śpiącego. Usiadłaś na skraju łóżka i pogłaskałaś go po głowie. Otworzył delikatnie oczy. Uśmiechnął się na twój widok i usiadł.
- Zico, połóż się, jeszcze coś ci się stanie - powiedziałaś przestraszona.
- Nie interesuje mnie to - Pocałował cię, po czym się położył. Uśmiechnęłaś się, po czym pomyślałaś o tym wszystkim co się wydarzyło.
- Przepraszam... gdyby nie ja, ty nie leżał byś w szpitalu, twój brat by żył, a ja dalej należałabym do gangu. - znów poczułaś pieczenie pod powiekami.
- Ale gdybyś nadal należała do gangu, nie poznałbym tak fantastycznej dziewczyny. Poczułaś rumieńce na policzkach. Chłopak otarł twoje łzy i pocałował cię znowu. Miał rację. To wielkie szczęście spotkać kogoś takiego jak on.
Park Dong Rin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz