18 sty 2016

I believe in you - Jongup







Hej, hejka <3. Pomimo późnej godziny chciałabym przedstawić wam mój nowy scenariusz nad którym naprawdę się napracowałam i mam nadzieję, że przyjmiecie go ciepło i zaszczycicie mnie swoją szczerą opinią. Jest to drugi scenariusz na zamówienie dla Karoliny Słomian ( pozdrawiam cieplutko i przepraszam, że tak długo). 

      I hope you like it ^.^ 




                                            I believe in you 




Krople deszczu spływały strumieniami na szyby twojego domu. Stałaś przy oknie patrząc na ciągle pogarszającą się pogodę, kiedy z rozmyśleń wyrwał cię dzwonek do drzwi. Chwilę później byłaś przy wejściu sprawdzając, kto był twoim gościem.
- Hej, mogę wejść? – wyćwierkał wesoło Jongup. Był on jednym z twoich najbliższych przyjaciół. No właśnie był tylko przyjacielem. To bolało cię najbardziej. Chciałaś przeskoczyć tę barierę, stać się kimś więcej. Niestety, Jongup traktował cię jak swoją młodszą siostrę, nie jak kobietę. Przynajmniej ty tak sądziłaś, ale prawda była zupełnie inna. Kochał cię. Wielbił do szaleństwa, ale bał się tego powiedzieć. Nie mogło mu to przejść przez gardło, bał się wypowiedzieć te dwa magiczne słowa, które zmieniłyby wasze relacje. Już wiele razy próbował ci to wyznać, lecz za każdym razem w ostatniej chwili rezygnował i uciekał przed tym. Z każdym dniem fascynowałaś go, co raz bardziej. Kochał w tobie wszystko uśmiech, poczucie humory, spojrzenie na świat a najbardziej lubił, kiedy marszczyłaś nosek, gdy się na niego złościłaś, co zdarzało się często, ponieważ chłopak lubił ci dokuczać. Pomimo tego, że nic nie wiedziałaś o jego uczuciach to i tak był szczęśliwy. Wystarczyło mu samo spotkanie z tobą. Nie ważne czy na pięć minut czy na pięć godzin. Dla niego liczył się sam fakt, że żyjesz i chcesz się z nim dzielić swoim szczęściem. 
- Nie wiem, po co się pytasz skoro już to zrobiłeś? – powiedziałaś przewracając oczyma.
- No a co miałem tam stać i moknąć? – zapytał – Po za tym- zrobił pałze ściągając kurtkę- i tak byś mnie wpuściła. – dokończył obdarzając cię jednym z dobrze ci znanych uśmiechów.
- Masz rację – przyznałaś nie chcąc się z nim sprzeczać.
- Widzisz? Oppa nigdy się nie myli – powiedział dumnie.
- A po co tu przyszedłeś? – spytałaś zaciekawiona.
- To już nie można odwiedzić swojej przyjaciółki? – odpowiedział pytaniem na pytanie– Od tygodnia Cię u nas nie było a chłopaki gdzieś poszli, więc przyszedłem do ciebie.
- W takim razie, co chcesz robić?
- Najpierw to muszę cię wyściskać – powiedział, po czym podszedł do ciebie i delikatnie objął w tali. Wzdrygnęłaś się delikatnie, ale szybko odwzajemniłaś uścisk. Opierając głowę o jego przedramię poczułaś charakterystyczny zapach jego perfum. Bardzo lubiłaś ten zapach, mogłaś wdychać go godzinami. Czułaś się wtedy bezpieczna i spokojna, niestety nic nie trwa wiecznie. Chłopak odsunął się łapiąc cię za ramiona.
-, Co powiesz na film? – zaproponował spoglądając na ciebie czule.
- Oke, poczekaj tylko pójdę na chwilę do łazienki – powiedziałaś kierując się do pożądanego przez siebie miejsca. Kiedy ty poszłaś się ogarnąć, ten udał się do salonu siadając na wygodnej sofie. Byłaś odrobinę podenerwowana, bo bardzo rzadko byliście sam na sam a po za tym twoje serce waliło przy nim szybciej niż młot pneumatyczny. Poprawiłaś bluzkę wchodząc do salonu, po czym usiadłaś obok niego w dość bezpiecznej odległości, tak, aby nie mógł poczuć tego, co się z tobą działo. Jongup wejrzał na ciebie zdziwiony i zapytał:
-, Dlaczego się do mnie nie przysuniesz? Przecież cię nie zjem.
- To ja może pójdę po coś do picia? A ty wybierz jakiś film – powiedziałaś unikając krępującego pytania.
Wchodząc z powrotem spostrzegłaś, że Moon próbuje odpalić DVD. Położyłaś dwie szklanki z sokiem na stole, po czym usiadłaś na kanapie przyglądając się kolejnym poczynaniom chłopaka. Kiedy ten uporał się z włączeniem filmu podszedł do ciebie i objął ramieniem. Nie wiedziałaś, co masz na to powiedzieć, więc tylko na niego spojrzałaś, na co mile zapytał.:
- Zrobiłem coś nie tak? – zapytał zdziwiony, choć doskonale wiedział, że jest to dla ciebie niezręczne, może ze względu na to, że byliście sami a twoje serce chciało wyskoczyć z klatki piersiowej, ale on tego nie wiedział i nie musiał wiedzieć.
- Ani tylko…- nie skończyłaś, ponieważ chłopak przerwał ci mówiąc.
- Oj już dobrze a teraz oglądajmy film, bo już się zaczął – powiedział przyciągając cię bliżej swojego gorącego ciała. Wtuliłaś się w niego czując, z jaką troską cię obejmuje.
Oglądaliście film, a raczej ty oglądałaś, bo Jongup wpatrywał się w ciebie z pożądaniem.
- _____ - wypowiedział ledwo słyszalnie twoje imię.
-, Co? – zapytałaś odwracając swoją głowę w jego stronę. Jego twarz była niecałe dwa centymetry od twojej, co sprawiło, że cała zesztywniałaś. Twoje oczy błądziły po całej twarzy przyjaciela zatrzymując się na jego pięknych, pełnych ustach.  Przełknęłaś nerwowo ślinę a ten otarł swoją zewnętrzną stroną dłoni o twój zaczerwieniony policzek.
- Co ty robisz? – zapytałaś skrępowana.
- Mogę cię pocałować? – zapytał niepewnie. Nie wiedział, co się z nim działo. Nigdy wcześniej nie odważyłby się ci tego powiedzieć, ale czuł, że musi ci to w końcu wyznać.
- Ne….. – przytaknęłaś cicho. Chłopak położył dłoń na twoim policzku i przyciągnął cię delikatnie do pocałunku. Zaczął delikatnie i powoli, tak jakbyś była zrobiona z najdroższej porcelany. Po chwili odwzajemniłaś jego pieszczoty i ułożyłaś swoje dłonie na jego szyi. Z każdym dotykiem jego warg twoje ciało rozpływało się w niebiańskiej przyjemności. Czułaś jak niepewnie muska twoje usta, więc postanowiłaś pogłębić pocałunek. Chłopak się odrobinę zdziwił, ale poczuł pewnego rodzaju ulgę, ulgę, iż go nie odrzuciłaś. Rozchyliłaś delikatnie wargi zapraszając go przy tym. Sprawnym ruchem wszedł do środka penetrując twoje wnętrze. Czując jego język na twoim podniebieniu zamruczałaś przeciągle, czym go zadowoliłaś. Całowaliście się namiętnie zachłannie kradnąc swoje pocałunki. Po dłuższej chwili chłopak zawisł nad tobą dysząc głośno.
- Kocham cię – powiedział łapiąc oddech. Bał się, naprawdę się bał. Nie chciał zrobić z siebie głupca i ośmieszyć się przy tobie, ale wiedział, że właśnie wtedy musiał ci to powiedzieć.
- Wiesz, co? – powiedziałaś cmokając go.– Ja ciebie bardziej – dokończyłaś opadając na kanapę. Tę przyjemną atmosferę zepsuł dzwoniący telefon chłopaka. Niechętnie wyciągnął go z kieszeni i odebrał połączenie.
- Halo – powiedział do słuchawki.
 Usiadłaś po turecku spoglądając na promienną twarz twojego ukochanego.
- Oke, zaraz tam będziemy, musimy wam coś powiedzieć – skończył i spojrzał się na ciebie z podekscytowaniem w oczach.
- _____ zostaniesz moją dziewczyną? – zapytał pełen nadziei.
- A jeśli nie to, co? – zapytałaś poważnie, ale tak naprawdę pragnęłaś tego, od, kiedy się w nim zadurzyłaś.
- C…o? – zapytał z miną pobitego szczeniaczka.
- Przecież żartowałam. Oczywiście, że zostanę twoją dziewczyną – wstałaś składając na jego ustach delikatnego causa. Ten przyciągnął cię bliżej siebie kładąc dłonie na twoich biodrach. Spoglądał na ciebie pełen miłości i ciepła. Czuł się spełniony. Był wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Po dwóch latach ukrywania swoich uczuć mógł otwarcie mówić, że kocha cię i już na zawsze będziecie razem.
- Kocham cię – rzekł śląc ci swój promienny uśmiech – Chłopacy kazali nam przyjechać, bo bardzo się za tobą stęsknili – skończył czule cię całując.
- Czy oni też będą mi wyznawać miłość? – zażartowałaś.
- Niech tylko spróbują, to będzie po nich – zaśmiał się tuląc cię do siebie.
- Oke, to chodźmy już.
- Oczywiście kochanie – powiedział udając się do przedpokoju, a ty razem z nim.


                                                         *<*<*<*<*

Jechaliście dość ruchliwą drogą Seulu. Pogada naprawdę nie sprzyjała, ale wam to nie przeszkadzało. Byliście szczęśliwi, zakochani, lecz miłość nie zawsze wystarcza. Deszcz zacięcie uderzał w szyby samochodu uniemożliwiając dobrą widoczność drogi. Pomimo tego, nie mieliście większych trudności z prowadzeniem.
Siedzieliście w środku słuchając miłej melodii, która wydobywała się z radia samochodu. W pewnym memencie spojrzeliście na siebie a wyraz twarzy Jongupa diametralnie się zmienił. Nie wiedziałaś, co się z nim działo, lecz kiedy poczułaś silne szarpnięcie samochodu zaczęłaś rozumieć, co się działo. Chłopak próbował zahamować, lecz jego starania poszły na marne. W ostatniej chwili złapałaś z nim kontakt wzrokowy, przy czym twoje oczy były wypełnione morzem łez. Nie chciałaś go zostawiać, ale czułaś, że musisz się z nim już pożegnać. Widziałaś w jego oczach strach i……. troskę. Tak bardzo go kochałaś, ale szczęście było dla was zakazane. Koła pojazdu z każdą sekundą obracały się coraz bardziej a wasze ciała obijały się o ścianki samochodu. Z każdą chwilą twoje obawy stawały się, co raz bardziej prawdziwe utwierdzając cię w fakcie, iż stracisz miłość swojego życia. Rozpoczęła się prawdziwa ulewa a wy leżeliście w samochodzie rozbijając się o drzewo. Błyskawice rzucały niemałe światło i grozę. Zapach dymu roznosił się i wdzierał do twoich nozdrzy, które po sekundzie nie czuły zupełnie …….niczego. Ani ty ani twoje ciało nie byliście w stanie zrobić niczego, prócz oddania się w ręce śmierci. Jongup nie wiedział, co się dzieje, ale kiedy spojrzał na poturbowane ciało i cieknącą krew z twojej głowy zaczął żałośnie krzyczeć.  Chciał was stamtąd uwolnić. Nie mógł pozwolić abyś odeszła po tym jak odważył się wyznać swoje uczucia. Niestety było już na to za późno. Ostatkiem sił, jakie posiadał wyciągnął swoją zakrwawioną dłoń w twoją stronę płacząc jak małe dziecko. Pogładził cię delikatnie po policzku, po czym przed oczyma nastała ciemność a jego ciało bezwładnie opadło nie czując już bólu.  



*<*<*<*<*



„Miałem okropny sen. Śniło mi się, że był okropny wypadek z _____ i ona…..ona……… umarła.” Mówił sam do siebie w myślach.  Chciał się podnieść, ale jego nogi odmówiły posłuszeństwa. Otworzył gwałtownie oczy i szybko spostrzegł gdzie się znajduję. Białe ściany, chłód i zapach leków. Zaczął uświadamiać sobie, że to wcale nie był okropny sen, lecz szara rzeczywistość. Z jego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk rozpaczy. Nie mógł uwierzyć, że najważniejsza osoba w jego życiu go zostawiła po tym, kiedy mieli być tacy szczęśliwi. No właśnie mieli być. Z jego oczu wypływały jedna łza za drugą mocząc jego podrapaną twarz, a głos zachrypł od ciągłego krzyku.
Po chwili do pokoju wbiegł lekarz z kilkoma pielęgniarkami.
- Gdzie jest _____!!!!!!?????  Co się z nią stało?!!!!  - krzyczał przez łzy.
- Proszę się uspokoić, zaraz poczuję się pan lepiej – powiedział spokojnie lekarz, a jedna z kobiet podbiegła do niego i ostrożnie wbiła w jego skórę cieką igłę. Szybko poczuł się zmęczony. Zamknął powieki i oddał się snu morfeusza.
Kiedy po raz kolejny otworzył swoje oczy przy swoim łóżku ujrzał swoich przyjaciół.
- Ona nie żyje prawda? Zabiłem ją – powiedział nawet na nich nie spoglądając.
- Spokojnie Jongup – powiedział cicho Bang.
- Jak mam być spokojny skoro zabiłem miłość swojego życia?- wykrzyczał z furią.
- Ona żyje. Nie zabiłeś jej – wydarł się równie mocno jego przyjaciel.
- Gdzie ona jest? Chce ją zobaczyć – powiedział z nadzieją chłopak.
- Przepraszam, ale teraz jest to niemożliwe – wtrącił się lekarz – pacjentka jest w tragicznym stanie i nie wiemy czy z tego wyjdzie –powiedział spoglądając na niego ze współczuciem – czy moglibyście wyjść? Muszę przeprowadzić rozmowę z pacjentem- skończył.
Chłopacy wyszli a lekarz podszedł do łóżka Jongupa.
- Mam dla pana złą wiadomość. Niestety ma pan naprawdę poważny uraz kręgosłupa, co uniemożliwia chodzenie. Może pan odzyskać sprawność tylko dzięki operacji. Zgadza się pan?
- Zgodzę się tylko pod jednym warunkiem – spojrzał prosząco w oczy lekarza – chcę zobaczyć się z moją dziewczyną, jeśli nie to nie poddam się operacji – powiedział stanowczo.
- Nie mogę tego zrobić.
- W takim razie proszę stąd wyjść i nie zawracać mi głowy takimi pierdołami jak moje zdrowie.
- No dobrze, ale będzie miał pan tylko 5 minut.
-, Ale teraz, chce już do niej jechać. – zażądał.
- Zaraz przyśle do pana pielęgniarkę z wózkiem.
Chłopak naprawdę się niecierpliwił. Chciał jak najszybciej się z tobą zobaczyć, nie mógł uwierzyć w to, że żyjesz i będziecie mogli nadal być ze sobą. Wierzył w to, że uda mu się wyzdrowieć i zacznie znowu chodzić. Jeszcze za nim pojechał do ciebie postanowił, że nie podda się i będzie walczył dla ciebie……..dla was.
Jechał do ciebie. Nie mógł uwierzyć w to, że znowu cię zobaczy. Kiedy zobaczył cię przez szklane drzwi zimnej sali, jego serce zamarło. Nie tego się spodziewał. On w przeciwieństwie do ciebie był okazem zdrowia. Byłaś cała poturbowana, prawie całe twoje ciało było w gipsie. Jedynie lewa ręka nie była zakryta białym twardym tworzywem. Starsza kobieta przyprowadziła go do twojego łóżka, a ten oparł głowę o łóżko zarzucając się gorzkim szlochem. Chwycił cie za dłoń i przyłożył ją do swojego policzka.  Wtulił się w nią nadal płacząc i powtarzając.
- Kocham cię, to wszystko moja wina, wybacz mi …….. ja nie chciałem.
Gładził opuszkami palców zewnętrzną stronę twojej dłoni spoglądając na ciebie z niewyobrażalnie wielką miłością. Czuwał przy tobie dłuższą chwilę, kiedy poczuł delikatny uścisk na swoim ramieniu.
- Przykro mi, ale musimy już iść – powiedziała ze skruchą kobieta.
- Tylko powiem jeszcze jedno zdanie.
- Dobrze.
- Skarbie, mam do ciebie prośbę, jeśli ja zacznę chodzić to proszę wyzdrowiej dla mnie.
Kiedy pielęgniarka odwracała go w stronę wyjścia zdążył jeszcze powiedzieć.:
- Wierzę w ciebie skarbie. 



                                               *<*<*<*<*



- Ale jak to ______ może się już nigdy nie obudzić?! - załamał się słysząc słowa lekarza.
- Jest minimalna szansa, że pańska dziewczyna wybudzi się ze śpiączki. Przykro mi.
- Zobaczy pan, ona będzie taka jak dawniej, tylko muszę znowu zacząć chodzić. Pomoże mi pan?
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby panu pomóc. Proszę się przygotować, prawdopodobnie za kilka godzin będzie miał pan operację.
Jongup chciał wierzyć, że jego ukochana osoba spełni jego prośbę. Chciał mieć jakiś punkt zaczepienia. 



     Zarówno Jongup jak i reszta chłopaków była naprawdę przejęta operacją swojego przyjaciela. Moon chciał jak najszybciej wyzdrowieć, abyś mogła spełnić jego prośbę. Równie dobrze mogłaś tego nie zrobić, ponieważ były to tylko puste słowa twojego chłopaka, ale nie mógł przestać w to wierzyć, przynajmniej nie chciał.
- Jest pan gotowy? – zapytał przyjaźnie lekarz.
- Można tak powiedzieć.
- Operacja może potrwać od 5 do 8 godzin, więc mogą państwo tymczasowo opuścić szpital.
- Dziękuje, ale my raczej poczekamy – powiedział Zelo – Prawda chłopcy? – zwrócił się w ich kierunku.
- Oczywiście – powiedzieli zgodnie.
Czas dłużył się niemiłosiernie. Wszyscy czekali z zniecierpliwieniem na jakiekolwiek wiadomości od chirurga. Po kilku godzinnym wyczekiwania w końcu mogli się czegoś dowiedzieć.
- I jak z Jongupem? – zapytał zmartwiony Daehyun.
- Z pacjentem wszystko w porządku, ale wybudzi się najprędzej za dwie godziny.
- Rozumiemy, musi odpocząć – wtrącił się Bang.
Znowu ten sam znajomy zapach leków. Otworzył oczy i ujrzał znajomą mu salę. „A więc już po operacji” pomyślał, kiedy poczuł przyszywający ból w dole pleców. Wykręcił swoją twarz w lekkim grymasie, po czym zadzwonił dzwonkiem pielęgniarskim.
Po chwili do jego pokoju weszła jedna z pielęgniarek pytając się, czego potrzebuje.
- Poprosiłbym, aby przyszedł tutaj mój lekarz – poprosił.
- Zaraz zawołam pana Wonga.
Czekał niecałe pięć minut, po czym w pomieszczeniu pojawił się chirurg.
- Czy operacja się powiodła? – zapytał pełen nadziei
- Na szczęście tak, choć mieliśmy drobne komplikacje.
-, Kiedy będę mógł zacząć rehabilitację? – zadawał kolejno pytania.
- Niech się pan tak nie spieszy. Jest pan jeszcze naprawdę osłabiony, więc z rehabilitacją zaczekamy jeszcze około 3 tygodni.
- Rozumiem, że to jest czasochłonne, ale nie da się tego przyspieszyć? – pytał dalej.
- Niestety nie, ale jeżeli będzie się pan czuł na siłach możemy nawet zacząć za dwa tygodnie.
- Dziękuje panu.
Te dwa tygodnie zleciały mu naprawdę szybko. Codziennie cię odwiedzał i mówił ci jak to będzie, kiedy zacznie już chodzić, a ty obudzisz się i będziecie razem.
- Jest pan gotowy na spotkanie z rehabilitantem?- zapytał chirurg.
- Jak nigdy wcześniej – rzekł entuzjastycznie.
                                        

                                                           *<*<*<*<*            
                                                          Rok później  


Przez ten cały czas twój ukochany ciężko pracował ćwicząc i pragnąc dojść do jak najlepszej formy. Każdego dnia przychodził do ciebie i opowiadał jak dobrze sobie radzi, jakie trudności go spotkały, albo po prostu siedział przy twoim boku płacząc cicho. Naprawdę cie kochał i zamierzał dotrzymać złożonej ci obietnicy.


                                                         *<*<*<*<*



- Już prawie……… jeszcze tylko kawałek. Na pewno dasz radę.
Jongup stawiał swoje pierwsze kroki. Był z siebie dumny tak jak i reszta zespołu.
- Jeszcze dwa kroki – mówił dalej Zelo.
- Yey!!!! – zakrzyczeli wszyscy z szczerą radością.
Jongup opadł z sił i wylądował w ramionach swoich najbliższych. Pomimo tego, że był już naprawdę zmęczony to ból uświadomił mu, że znowu ma czucie w nogach, że będzie mógł poczuć ciepło, zimno a nawet pobiegnie znowu i zatańczy na scenie razem z całym zespołem.  Wiedział, że już się nie obudzisz, ale nadal chciał wierzyć w to, że kiedyś staniesz z nim o pełnych siłach i powiesz mu, że go kochasz. Pragnął tego najbardziej na świecie.
- Zobacz kochanie mogę już stać – ściągał swoje nogi z podpórek i wstał o własnych siłach – widzisz ja już prawie chodzę, więc ty powinnaś niedługo się obudzić.
Podszedł do ciebie jeden krok, aby uchwycić twoją dłoń. Nagle zobaczył jak twój palec zaczyna się delikatnie poruszać. Nie mógł w to uwierzyć. Od roku nie dawałaś mu jakiegokolwiek znaku ani nadziei, kiedy obudziłaś w nim światełko. To światełko, które wygasało z każdym dniem niewiedzy.
- Skarbie czy to oznacza, że spełnisz moją prośbę? – zapytał a pojedyncza łza spłynęła po policzku. – Tak bardzo tego pragnę – powiedział całując twoją skórę.

Minęły kolejne dwa miesiące a Jongup robił nowe postępy. Udawało mu się pokonywać, co raz to dłuższe dystanse i mógł już prawie normalnie chodzić, jednak ty nadal się nie budziłaś. Chłopak postanowił, że gdy będzie już w pełni sprawny poprosi lekarzy, aby odłączyli cię od respiratora. Był prawie pewny, że będzie tak jak dawniej.
- Jesteś tego pewien? – zapytał poważnie lekarz.
- Tak, obiecałem sobie, że kiedy wyzdrowieje to to zrobię i jestem pewien, iż ona jest na to tak samo gotowa jak ja.
- Dobrze, ale musisz być świadom, że jeżeli coś pójdzie nie tak ona może umrzeć.  
- Wiem, ale i tak chce spróbować.
- W takim razie proszę za mną – powiedział niepewnie, chłopak udał się pewnym krokiem za lekarzem, a reszta czekała już przed twoją salą. Kiedy doszli do sali lekarz zatrzymał się i spojrzał na nich wszystkich trochę przestraszonym wzrokiem.
- Proszę wyłączyć wszystkie maszyny- rozkazał ze stoickim spokojem starszy mężczyzna.  Kiedy kobieta wcisnęła wszystkie potrzebne guziki, każdy wstrzymał oddech mając nadzieję, że się obudzisz, jednak nie. Maszyna sprawdzające bicie serca wskazywała, iż przestało ono pracować. Lekarz opuścił głowę, a Jongup podszedł do twojego łóżka i zaszlochał gorzko trzymając cię mocno za obie dłonie.
- Mieliśmy umowę. Pamiętasz? Ty musisz żyć, nie możesz mnie zostawić. _____ proszę cię. Żyj. Wierzę w ciebie…….– błagał cię.
- Jongup, ona odeszła zrozum to – przekonywał go Bang.
- Chce z nią zostać, nie opuszczę jej – powiedział ocierając łzy ze swojej twarzy.
- Nie może pan tutaj zostać – powiedział łagodnie doktor Wong.
Jongup wstał patrząc na twoje martwe ciało. Przypomniały mu się te wszystkie cudowne chwile, które razem spędziliście. Nie mógł zapomnieć waszego pierwszego spotkanie, kiedy ty wpadłaś na niego uciekając przed wielkim psem, po czym oboje zaczęliście ścigać się z losem o wasze własne przetrwanie. Wtedy wam się udało, lecz teraz, kiedy scenariusze waszego wspólnego życia były napisane nie mogliście nic zmienić.  Jedyną rzeczą, jaką mógł zrobić to pogodzić się z tym i żyć dalej ze świadomością, iż ciebie już nie będzie obok niego, w tych złych jak i dobrych momentach jego życia. Ostatni raz wejrzał na twoją piękną twarz, po czym udał się powolnym krokiem do wyjścia. Wszyscy byli przy drzwiach, kiedy maszyna zaczęła znowu funkcjonować, a twoje palce u rąk zaczęły się powolnie poruszać. Moon odwrócił się w twoją stronę widząc, iż dałaś radę. Spełniłaś jego prośbę. Nie zostawiłaś go. Ukucnął przy tobie i spoglądał pełen zatroskania na twoje dalsze poczynania. Otworzyłaś lekko powieki nie wiedząc, co się z tobą dzieje. Niestety nie miałaś wystarczająco dużo sił, aby cokolwiek powiedzieć.  Jednak każdy widział, że żyjesz i dasz radę oszukać los zostając przy żywych.
- Kochanie, jak dobrze, że wróciłaś – powiedział z ulgą chłopak.
- Coś nieprawdopodobnego, musiał zdarzyć się cud – powiedział zdziwiony lekarz.
- To nie żaden cud. Ona po prostu wiedziała, że już pora się obudzić, pora, aby do mnie wrócić – powiedział dumnie Jongup.
-, Jeżeli tak to teraz powinna nabrać sił, żeby mogła normalnie funkcjonować – orzekł doktor Wong.
- Jestem taki szczęśliwy – ucieszył się Moon.
- Widzę twój uśmiech chyba pierwszy raz od wypadku – powiedział Bang.
- Mam nadzieję, że to nic złego – chlapnął żartobliwie.
- Ma się rozumieć – zachichotał Daehyun.
Z każdym dniem nabierałaś, co raz więcej sił i mogłaś mówić po kilka zdać na raz, ale od razu po tym opadałaś z sił i musiałaś iść powrotem spać.
- Jongup….. – powiedziałaś cicho widząc leżącego chłopaka obok twojej ręki. Ten lekko zamruczał coś pod nosem i poszedł znowu spać. Nabrałaś trochę siły i pogładziłaś jego aksamitnie miękkie włosy.  Wiedziałaś, że już nie opuścisz go nawet na chwilę, nie miałaś takiego zamiaru. Pod wpływem twojego dotyku chłopak uniósł głowę i spojrzał w twoje oczy uśmiechając się przy tym tak samo jak w dniu wypadku.
- Kocham Cię – powiedziałaś czule.
- Wiem, ja ciebie też skarbie – odpowiedział ci równie ciepło.- Musisz szybko wracać do zdrowia wiesz?
- Wiem i pamiętam o tym, i o naszej umowie również- powiedziałaś przyciągając go ze wszystkich sił do delikatnego pocałunku.

                                                                *<*<*<*<*

                                                     Pół roku później.

- Gdzie mnie ciągniesz? – zapytałaś zaciekawiona.
- Zaraz zobaczysz kochanie – zapewnił cię Jongup.
-, Ale ja chce wiedzieć teraz – zażądałaś.
- Nie wściekaj się tak, bo złość piękności szkodzi – zażartował chłopak. Prychnęłaś jedynie na te słowa i udałaś się za nim. Nie miałaś zielonego pojęcia, dokąd mógł cię prowadzić, ale wolałaś już nie wnikać w szczegóły. Ku twojemu zdziwieniu usadził cię na kanapie w waszym już wspólnym domu i kazał ci zamknąć oczy, co też zrobiłaś.
-, Co ty kombinujesz? – dopytywałaś dalej.
-Jakaś ty niecierpliwa – stęknął chłopak – Oke już możesz otworzyć.
Kiedy już to zrobiłaś ujrzałaś w ręku twojego chłopaka małe czerwone pudełeczko w kształcie serduszka.
- ______ wiem, że nie byliśmy ze sobą tak długo jak, powinniśmy, ale jestem pewien, że jesteś mi przeznaczona i nie mogę beż ciebie żyć, więc czy wyświadczyłabyś mi tą jedyną przysługę i wyszłabyś za mnie?- wypowiedział się brunet a do twoich oczu nabrały się łzy szczęścia.
- Jesteś taki głupi – rzuciłaś mu się na szyję – oczywiście, że za ciebie wyjdę, pragnęłam tego od chwili, w której cię pokochałam. Odsunęłaś się od niego i złączyłaś wasze usta w namiętnym pocałunku.
Pomimo wielu przeszkód, jakie was spotkały, wy nie poddaliście się i walczyliście do samego końca o wspólne szczęście udowadniając tym, że cuda naprawdę się zdarzają. Byliście na to żywym dowodem.  Wiara, nadzieja, miłość, były to trzy cnoty boskie, którymi mogliście dokładnie opisać całe wasze poprzednie życie. Dzięki nim i wierze, która nie opuściła twojego ukochanego mieliście tę przyjemność, aby spędzić ze sobą resztę wspólnych dni rokoszując się sobą nawzajem.
                                                                    Koniec. ^.^

                                    Twórca: Song Mi Chan.


4 komentarze:

  1. Na początku myślałam "Jaki uroczy kochany scenariusz. Tyle słodyczy~", zmyliłaś mnie jednak tym wypadkiem. Muszę przyznać, że się wzruszyłam. Cieszę się, że w jakimś stopniu pokazałaś jedność zespołu i determinację Jongupa.
    W niektórych miejscach półpauzy zamieniają ci się /a w zasadzie odwrotnie, jeśli pisałaś tekst w Wordzie/ w dywizy. I natknęłam się na powtórzenia czasownika w tym samym zdaniu :v
    Jak wspominałam tekst na samym początku jest pełen cukru - co nie jest w zasadzie wadą. Następnie mamy wypadek oraz okres w szpitalu, który pokazuję siłę miłości, którą byli połączeni bohaterowie. Widzę, że robisz wielkie postępy. Oby tak dalej!
    Życzę weny, delfinkek~ (dawniej Fuiko, ale czas na zmiany, kk~)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ci bardzo za to, że zawsze czytasz moje (badziewne) prace, i jestem ci naprawdę wdzięczna za to, że dopingujesz mnie zawsze, wytykasz mi wszystkie błędy i liczę na to, iż będzie tak dalej. :) :D ^.^

      Usuń
  2. Kocham cię za ten scenariusz! Mimo, że już to przeczytałam to nadal płaczę. Na pewno będę do tego co jakiś czas wracać ❤ A tylko widziałam błąd gdzie zamiast "szyi" było "czyi" i to mnie trochę zdekoncentrowało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd poprawiony i mam nadzieje, że reszta moich tragicznych pomyłek nie wpłynęła na twoją opinię. Cieszę się, że ci się podobało i nie sądziłam, że będziesz płakać, bo naprawdę nie umiem pisać dramatów, ale jak wyłoniłaś choć jedną łezkę to będę naprawdę zadowolona. :D :) xD

      Usuń