27 sty 2016

White life, the white death - Choi Tae Joon

Hej, hejka. Mam dla was kolejne zamówienie. Wiem, możecie mnie pobić i co tam jeszcze chcecie za to, że mnie tak długo nie było, ale wena mnie opuściła i nie mogłam napisać smuta. Może ten aktor nie jest jakoś szczególnie popularny, ale mam nadzieję, że spodoba wam się i zostawicie po sobie ślad. Dla Seo Rim ^.^
I hope you like it.


Ten cudowny uśmiech. Te piękne oczy. To drobne ciałko. Właśnie to myślałaś widząc wasze wspólne zdjęcie. Siedzący obok ciebie mały śliczny chłopczyk z ogromnym lizakiem w ręku, zawsze przyprawiał cię o niemały grymas szczęścia na twarzy. Nigdy nie zapomniałabyś tego małego słodkiego chłopca, który niegdyś ci pomógł. 

***************

Rok 1999. Szłaś sobie beztrosko jednym z korytarzy waszej szkolnej placówki. Twoje małe, chude nóżki wesoło podskakiwały w rytm nuconej przez ciebie melodii. Miałaś na sobie czerwoną przewiewną sukienkę w wielokolorowe kwiatki. Na swoich bladych ramionach trzymałaś mały plecaczek, który z każdym podskokiem opadał ci z nich, przy czym musiałaś go, co chwilę poprawiać. W pewnym momencie na twojej drodze stanęła liczna grupka chłopców. Wyglądali dość groźnie, lecz ty wesoło się przywitałaś.:
- Annyeong Oppa – powiedziałaś do najwyższego z nich.
-, Kto pozwolił ci tak do mnie mówić? Co? – zapytał patrząc na ciebie z góry.
- Mianhe, nie chciałam cię urazić – rzuciłaś nadal uśmiechnięta.
- I czego się tak szczerzysz?- burknął złośliwie.
- Mogę już iść? – zapytałaś nie zważając na jego wcześniejsze słowa, po czym wyminęłaś go, lecz ten szybko chwycił cię za twoje szczupłe ramię, przy czym przeciągnął się na jedną z ścian korytarza. Kiedy poczułaś dość silne uderzenie o zimną powierzchnię odrobinę się zlękłaś. Twój oprawca zwinnym ruchem oparł dłonie na wysokości twojej szyi spoglądając ci w oczy. Poczułaś na sobie jego zimne spojrzenie, po czym twój oddech lekko przyspieszył.
- Nie sądzisz, że powinnaś zapłacić za swój błąd?
-, Ale ja nie zrobiłam nic złego – powiedziałaś pewna swoich słów.
- Pozwól, że ja to ocenię – prychnął rzucając okiem na twój plecak – A może pokażesz oppie, co masz w środku? Na pewno coś się tam znajdzie w zamian za to, co zrobiłaś.
Z każdym jego słowem robiłaś się coraz bardziej zła i jednocześnie przestraszona. Nie wiedziałaś, o co może mu chodzić, ale byłaś pewna jednego. Ty nie byłaś niczemu winna, a jeśli tak to przerosiłaś za swój błąd. W jednej chwili zebrałaś w sobie swoją odwagę i przemówiłaś do niego trochę piskliwym, choć pewnym tonem głosu.:
- Nie mam zamiaru się w to z tobą bawić – rzuciłaś, po czym mocno kopnęłaś go z zamiarem szybkiej ucieczki. Kiedy chłopak zwijał się z bólu ty wykorzystałaś tę okazję i pobiegłaś w przeciwnym kierunku, aby uniknąć nieprzyjemnej sytuacji. Pomimo tego, że byłaś mała i drobna nie oznaczało, to, że nie miałaś siły, aby przeciwstawić się starszemu i większemu od siebie. Biegłaś już chwilę, kiedy usłyszałaś za swoimi plecami głosy zdenerwowanych chłopaków. Odwróciłaś głowę, aby określić, jakie masz szanse na wydostanie się z tarapatów. Niestety to okazało się twoją zgubą. Kiedy tylko się odwróciłaś twoje stopy zahaczyły o trochę przydługą sukienkę powodując niemiły upadek. Wiedziałaś już, że teraz ci nie odpuszczą. Próbowałaś się podnieść i biec dalej, ale oni byli szybsi i unieruchomili cie przytrzymując mocno twoje ręce.
- Teraz nam już nie uciekniesz – powiedział lekko zdyszany.
-, Więc zacznę krzyczeć – ten odrobinę się skrzywił nie rozumiejąc, co mówisz – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! – wydałaś ze swojej piersi przeraźliwi dźwięk powodujący silne bóle uszu. Na szczęście twoje „wołanie o pomoc” zostało o wysłuchane i po zaledwie kilku sekundach na miejsce zajścia przybiegł trochę wyższy od ciebie chłopak, który natychmiast podbiegł do was krzycząc.:
- Zostawcie ją!!!!! – zainteresowani nowo przybyłym goście udali się w jego stronę zostawiając cie samą.
- Widzę, że też przyszedłeś się pobawić – powiedział jeden z nich, po czym podszedł bliżej niego i trafił zaciśniętą dłonią prosto w szczękę młodszego.
Nie wiedziałaś, co masz ze sobą zrobić. Doskonale zdawałaś sobie sprawę z tego, że twój wybawca może nie dać sobie rady. Po krótkiej chwili ocknęłaś się z pierwszego szoku i pobiegłaś po pomoc. Gdy spotkałaś pierwszego lepszego nauczyciela i opowiedziałaś, co tam się działo zaprowadziłaś go na miejsce, aby zakończyć tę dziecinadę. Opiekun sprawnie załagodził całą sytuację, po czym zaprowadził starszych do gabinetu dyrektora, a tobie kazał zabrać kolegę do pokoju pielęgniarki.
- Wszystko z tobą dobrze? – zapytałaś podchodząc do niego niepewnie.
- Będę miał kilka siniaków, ale nic mi nie jest – zapewniał cię posyłając przy tym promienny uśmiech. Już w tym momencie, kiedy zobaczyłaś jego szczere spojrzenie od razu wiedziałaś, że będzie to początek dobrej przyjaźni. Inie pomyliłaś się. Od tamtej pory byliście nierozłączni.

***************

Odwróciłaś zdjęcie spoglądając na napis „ _____ i Tae Joon na zawsze razem”. Głośno się zaśmiałaś przypominając sobie, kiedy ta sama czerwona kredka, którą to pisaliście złamała się wywołując u was okropny szloch. Bardzo tęskniłaś za swoim przyjacielem. Byliście razem ze sobą naprawdę szczęśliwi. Rozumieliście się lepiej niż można było to sobie wyobrazić. Mijały lata a wy nadal byliście przyjaciółmi.
Pewnego dnia już, jako czternastolatka uświadomiłaś sobie, że Tae Joon nie jest już tylko przyjacielem, lecz kimś więcej. Niestety po wyznaniu swoich uczuć przestaliście ze sobą rozmawiać. Nie rozumiałaś, dlaczego Tae nie potrafił pogodzić się z tym, że go kochałaś i to się nie zmieniało. Niestety nie zrozumiał, czym złamał ci serce. Każdy dzień bez niego był dla ciebie udręką do momentu, w którym wyprowadziłaś się z Korei.
Od tamtej pory nie widziałaś się ze swoim przyjacielem. O ile mogłaś go tak nazwać. Cały czas, jaki minął od tej pamiętnej chwili ( dość długo, bo 8 lat) spędziłaś w bardzo trudnych warunkach. Rok po tym, kiedy się wyprowadziliście twój ojciec splajtował zmuszając was tym do powrotu. Żyliście w naprawdę okropnym domu ledwo wiążąc koniec z końcem. Kiedy tylko skończyłaś dwadzieścia lat twój ojciec zachorował i niebawem zmarł. Walczył, lecz ty nie mogłaś zapewnić mu odpowiedniego leczenia. Ostatnimi słowami, jakie od niego usłyszałaś były „Nigdy się nie poddawaj”. Zawsze, kiedy było ci trudno przypominałaś to sobie ruszając dalej, przed siebie, w nieznane……………….
Długo się nad tym zastanawiałaś, ale postanowiłaś odnaleźć Tae Joona. Może nie było to jakieś strasznie trudne. Pewnie ze względu na to, że stał się przystojnym i sławnym aktorem, za, którego nie jedna kobieta dałaby się pokroić. Najtrudniejsze było dostać się do niego. Do jego wnętrza, charakteru. Chciałaś odzyskać jego przyjaźń i poczuć na nowo magię miłości, o której nie mogłaś wspomnieć po stracie ojca. Nie byłaś pewna kilki rzeczy. A mianowicie: Czy on cię pamiętał? Czy chciał cię znowu spotkać? A może nigdy nie traktował cie, jako swojej przyjaciółki? Pomimo tych wszystkich zmartwień przypominałaś sobie słowa twojego ojca i od razu miałaś siłę i motywację do dalszej pracy. Jak na razie miałaś jeden cel: DOSTAĆ SIĘ NA PLAN FILMOWY JEGO NOWEJ DRAMY.
Jak się okazało twoje starania nie poszły na marne i już po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej dostałaś się na plan, jako pomoc reżyserska. Co prawda nie było to najlepsze zajęcie, ale było wystarczająco dobre, aby odnowić bądź spróbować odnowić twoją przyjaźń z aktorem. Cieszyłaś się niezmiernie, że niedługo będziesz mogła z nim porozmawiać. Pomimo tego, co wydarzyło się w przeszłości nie miałaś mu niczego za złe. Jedynie, czego nie rozumiałaś był fakt, iż odsunął się od ciebie, wtedy, kiedy ty naprawdę chciałaś przy nim być. Z każdą minutą a nawet sekundą myślenia o nim nurtowały cię ciągłe pytania: Jak tak szybko dostał się na szczyt? Co robił przez te wszystkie lata? Czy był i jest szczęśliwy? Jak do tej pory mogłaś podziwiać jego pracę i talent w dramach, ale tam nie miałaś szansy podejść do niego i powiedzieć mu w oczy jak bardzo za nim tęskniłaś, jak bardzo cię zranił i oszukał?
Przez kolejne kilka dni zanim rozpoczęłaś swoją pracę rozmyślałaś, co masz mu powiedzieć. Z jednej strony strasznie chciałaś do niego podejść i objąć a z drugiej okropnie bałaś się cokolwiek zrobić, ale doskonale wiedziałaś, że ta chwila musi nadejść i tylko czas może pokazać, co się stanie.
Poniedziałek. 6:00. Kiedy usłyszałaś głośny dźwięk wydobywający się z twojego budzika niczym piorun wyskoczyłaś z łóżka, aby jak najszybciej znaleźć się na planie. Pobiegłaś do łazienki, umyłaś swoją perfekcyjną cerę, po czym udałaś się do prowizorycznej kuchni składającej się z małego stolika, dwóch krzeseł, lodówki i paru szafek na jedzenie. Nalałaś trochę zimnego mleka do miski z płatkami, usiadłaś i zaczęłaś zajadać się pożywieniem. Może nie byłaś najbogatsza, ale w ciągu tych trzech lat, od kiedy umarł twój ojciec nieźle sobie radziłaś. Nie mogłaś narzekać na to, że mieszkasz pod mostem, ale nie były to również pałace jak z bajek. Po skończonym posiłku zwinnie po sobie posprzątałaś, po czym otworzyłaś dość obszerną szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju do pracy. Po krótkim namyśle wybrałaś obcisłe jeansy i do tego ciepły, wełniany sweterek z przedłużanym tyłem. Jakże była już jesień musiałaś się ciepło ubierać, bo nie miałaś w planach zachorować i stracić nowo zdobytą pracę i jedyną szansę na spotkanie Tae Joona.
- Nie, nie, nie. Niech pan zaczeka!!!!!! –krzyczałaś za kierowcą autobusu. Udało ci się wskoczyć do niego w ostatniej chwili. Odetchnęłaś z ulgą czując, że miałaś prawdziwego farta. Pojazd zatrzymał się na jednym z przystanków autobusowych, a ty wysiadłaś czując na swojej nagiej twarzy ciepły wiatr okalający twoją jasną skórę. Szłaś kawałek do planu denerwując się, lecz po chwili rozmyśleń czułaś, że dasz sobie radę.
Wchodząc do środka twoim oczom ukazała się ogromna ilość ludzi, która w zawrotnym tempie przemieszczała się z jednego miejsca w drugie. Z zapartym tchem udałaś się w głąb tłumu w poszukiwaniu swojego szefa. Po krótkiej chwili odnalazłaś go informując o swojej gotowości do pracy. Miło cię przywitał, po czym dał ci listę zadań. Miałaś naprawdę dużo do zrobienia, ale byłaś pewna, że twoja ciężka praca opłaci się i jeszcze tego samego dnia spotkasz Tae Joona. Niestety cały dzień na planie skończył się a Tae nie zawitał. Byłaś zawiedziona, choć wiedziałaś, że tak długo jak będziesz pracowała z nim na przy dramie to na pewno się pojawi.
Minął następny dzień, kolejny i jeszcze jeden, lecz Tae Joona jak nie było tak nie ma. Po części cieszyłaś się, że go nie ma, ponieważ mogłaś przyzwyczaić się do swoich zajęć a z drugiej strony martwiłaś się o niego.
Biegłaś najszybciej jak potrafiłaś tylko po to, aby zanieść ten durny scenariusz reżyserowi. Kazał ci jechać na drugi koniec Seulu jedynie po ten arkusz papieru. Przeklinałaś go w myślach i chciałaś rozszarpać na milion kawałków za jego głupotę. Na dodatek dał ci na to zaledwie godzinę, czym ostatecznie wyprowadził cie z równowagi, lecz ty zachowałaś swój stoicki spokój. Byłaś już do tego przyzwyczajona. Pomiatanie, wyśmiewanie się z ciebie bądź czyste chamstwo, z którym spotykałaś się każdego dnia traktowana jak niższa rasa społeczna. To była dla ciebie norma. Lekko przemoczone włosy powiewały ci wraz z biegiem przeszkadzając w poprawnej widoczności. Kiedy w końcu dobiegłaś na miejsce byłaś naprawdę zmęczona. Oddychałaś głęboko łapiąc łapczywie powietrze.
- Proszę…. Oto pański….. scenariusz – wydusiłaś z siebie podając mu upragnioną rzecz.
- Dobrze, ale mogłaś się pospieszyć. Co ty na żółwiu jechałaś? – zapytał szczerze.
- Przepraszam – ukłoniłaś się, po czym odsunęłaś się kawałek. Jak on mógł zarzucić ci, że jechałaś na żółwiu.? Starałaś się najbardziej jak mogłaś nawet nadwyrężałaś swoje mięśnie, ale jemu oczywiście nic nie pasowało. Chociaż jednak nie był taki zły. Prawdę mówiąc był dobrym szefem, przynajmniej lepszym od pozostałych.
Dopiero, kiedy trochę ochłonęłaś zaczęłaś komunikować ze światem zewnętrznym. Jedną ręką zarzuciłaś do tyłu swoje trochę przydługie włosy spostrzegając, że ktoś się na ciebie patrzy. Kiedy spotkałaś się z nim wzrokiem zrozumiałaś, kto czyta z twoich oczu. To on. To właśnie on odgrywał jedną ze scen dramy, lecz nie potrafił się przez ciebie skupić. Stał w jednym miejscu myśląc czy właśnie nie pomylił się i nie zobaczył ducha. Od kiedy wyprowadziłaś się nie mógł darować sobie tego, że cie odrzucił. Żałował tego każdego dnia. Pragnął powiedzieć ci jak bardzo mu przykro i prosić cię o wybaczenie. Łzy nabrały mu się do oczu. Nie mógł uwierzyć, że to ty. Szybkim krokiem podszedł w waszym kierunku, chwycił cię za nadgarstek i pociągnął w jakąś stronę. Nie stawiałaś mu oporu. Cieszyłaś się, że rozpoznał cię i chciał z tobą porozmawiać. Zatrzymaliście się dopiero na korytarzu gdzie nikogo nie było. Chłopak przygwoździł cię do ściany znów przeszywając cię wzrokiem.
- ______ czy to ty? – zapytał roniąc jedną z łez – powiedz, że to ty – łkał.
- Tak to ja, ale czy my się znamy? – zażartowałaś z niego.
- Jestem twoim przyjacielem już nie pamiętasz? –powiedział z miną pobitego szczeniaczka.
-Tae, jakbym mogła o tobie zapomnieć?– rzuciłaś śmiejąc się.
- Jak dobrze, że do mnie wróciłaś – westchnął przytulając cię do siebie – Nawet nie wiesz jak strasznie za tobą tęskniłem – dodał przyciskając cię bliżej swojego ciała.
- Chincha? – zapytałaś niepewnie czując na swoich policzkach mokre ślady.
- Ja naprawdę przepraszam. Byłem młody, głupi i nie wiedziałem ja bardzo jesteś dla mnie ważna.
- Nie przejmuj się. To było tak dawno, że już o tym zapomniałam – pocieszyłaś go odwzajemniając uścisk.
- Nie jesteś na mnie wściekła? – zadał kolejne pytanie, po czym położył swoje dłonie na twoich ramionach spoglądając na ciebie.
- Nie, tylko proszę cię nie odrzucaj mnie więcej.
- Czy to oznacza, że nadal mnie kochasz?
- Tego nie powiedziałam – rzuciłaś uderzając delikatnie w jego klatkę piersiową.
- Dobrze, ale sprawię, że znów to zrobisz.
- Ty lepiej wracaj na plan, bo cię z niego wywalą – pogroziłaś mu małym palcem.
- Arasso, ale ty idziesz ze mną – powiedział chwytając cię za dłoń.
Od tamtej pory znowu byliście nierozłączni. Zawsze i wszędzie razem, tak, że ktoś mógłby pomyśleć, że jesteście parą. Tego samego dnia, w którym spotkałaś, Tae Joona poszliście do jego domu i rozmawialiście przez całą noc nie mogąc się sobą nacieszyć. Chłopak nie mógł uwierzyć w to, co przykrzyłaś. Był pod wrażeniem, tego, że przeszłaś takie trudne momenty w swoim życiu, a nadal byłaś optymistką i patrzyłaś na świat prze różowe okulary. Natomiast historia Tae była tak fascynująca, że nie wiedziałaś, co masz na to odpowiedzieć. Kiedy słuchałaś tego, co do ciebie mówił twoje źrenice przybrały, co najmniej dwa razy większy rozmiar. Wyobrażałaś sobie jakby było gdybyś to ty grała w dramach i spotykała się z największymi gwiazdami świata. Zazdrościłaś mu jego powodzenia, ale musiałaś uświadomić sobie fakt, iż on zdobył to jedynie dzięki swojemu talentowi. Byłaś dumna ze swojego przyjaciela. Tak przyjaciela. Na sto procent mogłaś spokojnie użyć tego terminu, aby opisać osobę, jaką był dla ciebie Tae Joon. Pomimo tego, że był dla ciebie przyjacielem, wzorem do naśladowania i zarazem starszym bratem to przeczuwałaś, że to może się bardzo szybko zmienić. Nie chciałaś znowu wyznawać mu swoich uczuć, to byłoby zbyt upokarzające.

***************

W ciągu tych sześciu miesięcy, jakie przykrzyłaś pod czas kręcenia dramy bardzo zbliżyłaś się do Tae, Joona. Nawet za bardzo. Często zapraszał cię do swojego domu, abyś u niego nocowała, co nie było cię na ręką, ponieważ kiedy byłaś z nim sam na sam w dodatku nocą twoje serce nie dawało się spokoju do tego stopnia, że nie mogłaś spokojnie spać. Było na to jedno racjonalne wytłumaczenie. Zakochałaś się w nim. Znowu. I dlaczego twoje przypuszczenia zawsze muszą się sprawdzać? No, ale przecież serce nie sługa. Nic nie mogłaś z tym zrobić choćbyś nie wiadomo jak bardzo chciała.
- ______ Tae Joon cię wzywał – powiedziała jedna z twoich nowych koleżanek.
- A co on do mnie numeru nie ma? – zapytałaś sama siebie, lecz usłyszałaś odpowiedź.
- Nie wiem, ale kazał ci przyjść do garderoby- powiedziała, ale ty odwróciłaś się i udałaś do pożądanego miejsca. Gdy stanęłaś przed drzwiami delikatnie zapukałaś czekając na odpowiedź.
- Proszę – powiedział odrobinę się uśmiechając.
- Wiesz, że istnieje takie coś jak telefon i mogłeś do mnie zadzwonić?
- Wiem, ale mi się nie chciało.
- Aish, ty i te twoje pomysły. Co tym razem ode mnie chcesz?
- Wiesz, że dzisiaj jest premiera dramy. Prawda? – zapytał seksownym głosem.
- Taaaak, a co w związku z tym? – ciągnęłaś dalej.
- Chcę żebyś poszła ze mną na bal po premierze.
-, Co? Przecież …….. – nie skończyłaś, bo chłopak zakrył ci usta palcem.
- Mam już wszystko załatwione, więc ani mi się waż odmówić, jasne? – zagroził ci.
- Arasso oppa – zgodziłaś się zrezygnowana.
- To przyjdź do mnie o 18: 00 – powiedział i zostawił się samą.
Z wielką niechęcią, ale udałaś się do willi chłopaka mając nadzieję, ze nie wymyślił czegoś głupiego. Otworzyłaś drzwi swoim kluczem, po czym weszłaś do środka. Przez chwilę nie wiedziałaś gdzie masz iść, ale po minucie przyszła do ciebie służąca i zaprowadziła cię do jednego z pokoi. Kiedy otworzyła ci drzwi twoim oczom ukazał się piękny pokój z cudowną krwisto-czerwoną sukienką do ziemi. Nie mogłaś wyjść za zachwytu. Cały dół mienił się wieloma kryształkami, a krój wydał się pasować do ciebie nawet bez przymierzania. Jak pomyślałaś tak też było. Kiedy dwie służące i cztery wizażystki pomogły cię się przygotować wyglądałaś zjawiskowo. Sukienka idealnie na tobie leżała a ty czułaś się jak Kopciuszek po przemianie. Gdy przejrzałaś się w lustrze nie mogłaś dać wiary, że to właśnie ty jesteś tym odbiciem. Twoje długie loki opadały na blade ramiona, makijaż perfekcyjnie podkreślający twoją urodę, buty, dodatki. To wszystko sprawiło, że lśniłaś blaskiem milionów gwiazd. Schodziłaś ze schodów, a Tae cierpliwie czekał na dole oślepiony twoim pięknem.
- Daebak.!!! – wykrztusił z siebie.
- Zamknij buzię, bo ci mucha wleci – powiedziałaś posyłając mu miły uśmiech.
- Oooooo? A jasne – rzekł otwierając ci drzwi.
Bal jak i zarówno premiera była cudowna. Świetnie bawiłaś się przy boku Tae Joona. Poznałaś wiele naprawdę wspaniałych osób, lecz i tak niczym nie dorównywali wrodzonego wdzięku i inteligencji twoje ukochanego. W pewnym momencie Tae zajął miejsce prowadzącego i zamierzał coś powiedzieć.
- Witam wszystkich. Chciałbym wam podziękować za ciężką pracę i wytrwałość w trudnych dla nas chwilach. Jestem wszystkim naprawdę wdzięczny, oraz chciałbym zapytać się o coś najważniejszą osobę w moim życiu. ______ zostaniesz moją dziewczyną?
Nic nie powiedziałaś tylko przytaknęłaś, na co, on czekał. Kiedy już był pewny, że się zgodziłaś podszedł do ciebie i złożył na twoich ustać motyli pocałunek. Czułaś, że twoje nogi robią się, co raz bardziej miękkie a w twoim brzuchu rozlewało się przyjemne ciepło.

***************

Wasze wspólne życie było naprawdę piękne, lecz do szczęścia było wam potrzebne jedynie owoc waszej miłości. Bardzo pragnęłaś mieć z nim rodzinę i spędzić resztę życia. On również podzielał twoje zdanie i nawet poprosił cię i rękę, na co oczywiście się zgodziłaś.
Pewnego pięknego, kiedy poszłaś do ginekologa na wizytę kontrolną okazało się, że jesteś w trzecim tygodniu ciąży. Byłaś tak strasznie podekscytowana, że nie wiedziałaś, co masz ze sobą zrobić. Zadzwonić do niego czy powiedzieć osobiście? To pytanie cały czas zaprzątało ci głowę, ale zanim się zdecydowałaś byłaś już w domu.
- Kochanie, wróciłam!!!- krzyknęłaś otwierając drzwi waszego wspólnego domu, lecz tobie odpowiedziała jedynie głucha cisza. Weszłaś do kuchni szukając swojego ukochanego, ale jego tam nie było. Nigdzie nie mogłaś go znaleźć. Dopiero, kiedy dotarłaś do waszej sypialni spostrzegłaś na łóżku małą złożoną karteczkę, którą niepewnie rozwinęłaś. Czytając te przeklęte słowa opadłaś na kolana i zaczęłaś głośno szlochać. Nie mogłaś, nie chciałaś w to uwierzyć. „Żegnaj na zawsze. Żegnaj na zawsze. Żegnaj na zawsze.” To zdanie ciągle krążyło ci w myślach nie chcąc wyjść. Pomyliłaś się. Popełniłaś błąd dając mu drugą szanse. Nigdy nie pomyślałabyś, że wywinie ci takie świństwo. Dlaczego twoja intuicja wtedy zawiodła? Dlaczego nikt nie ostrzegł cię, że Tae Joon jest taką okropną osobą? Nienawidziłaś całego świata a najbardziej jednej najgorszej osoby zwanej Choi Tae Joonem. Twoja miłość względem niego wygasła zmieniając się w równie silną gorycz, która przerodziła się w nienawiść. Jedyną rzeczą a raczej osobą, jaka trzymała się przy życiu było wasze dziecko. Pomimo tego, że spłodził je najgorszy z najgorszych kochałaś je całym sercem.

***************

Byłaś już w siódmym miesiącu ciąży. Radziłaś sobie wręcz doskonale. Nawet bez niego. Bez tego zdrajcy. Nadal nienawidziłaś go równie mocno, co ponad pół roku temu. Siedziałaś w salonie rozkoszując się miłą lekturą, kiedy usłyszałaś dzwonek do drzwi. Zaciekawiona nagłą wizytą poszłaś sprawdzić, kto postanowił cię odwiedzić.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – zapytałaś kobietę stojącą w progu.
- Czy zastałam Panią ________?
- Tak to ja. O co chodzi?
- Mam dla Pani przesyłkę – powiedziała i podała ci mały pakunek – Proszę tu podpisać- poprosiła.
- Proszę – oddałaś jej długopis.
- Dziękuję i miłego dnia – rzuciła odwracając się.
- Pani również – powiedziałaś zamykając drzwi.
Nie miałaś zielonego pojęcia, co mogło się tam znajdować. Usiadłaś wygodnie na kanapie powoli rozdzierając papier. Twoim oczom ukazała się płyta z napisem „Mianhe”. Zaciekawiona włożyłaś ją do DVD odpalając telewizor. Udałaś się z powrotem na poprzednie siedzisko, po czym wcisnęłaś przycisk play. Pierwsze sekundy nie wskazywały na nic złego, ale chwile mijały a na ekranie pojawił się Tae Joon. Ten sam, który dwukrotnie złamał ci serce i ten sam, który był ojcem twojego dziecka. Nie chciałaś tego oglądać, lecz zanim to zrobiła usłyszałaś.:
- ______ poczekaj!!! Nie odchodź. Wysłuchaj mnie – błagał cię. Patrzyłaś na niego z uwagą słuchając jego dalszych słów. – Przepraszam cię. – spuścił głowę o ocierając dłonią swoją twarz – To nie miało tak wyglądać. Mieliśmy być szczęśliwi, założyć rodzinę i żyć razem na zawsze, ale nie wszystko poszło po naszej myśli……………Pamiętasz jak tak często chorowałem, albo, kiedy tak strasznie schudłem? – przytaknęłaś do ekranu – To była białaczka. – Ten nie przerywał a twoje oczy wypełniły się łzami – Lekarze nie dawali mi więcej niż dwadzieścia procent szans, więc postanowiłem odejść od ciebie. Nie chciałem cię ranić, choć teraz zdaję sobie sprawę, że przekręciłem twoje życie o całe sto osiemdziesiąt stopni – zaśmiał się a ty roniłaś łzy – Mogłem zostawić się w świadomości, iż byłem draniem, ale nie mogłem do tego dopuścić. Kocham cię, kochałem i będę kochał. Pomimo tego, że mnie nie ma już na tym świecie, wiedz, że na zawsze pozostaniesz w moim sercu i pragnę abyś była szczęśliwa. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy i będę mógł cię znowu pocałować – skończył uśmiechając się do ciebie. Widziałaś w jego oczach tyle miłości i troski, o której nie zdawałaś sobie wcześniej sprawy. Cała złość i nienawiść ucichła w momencie, w którym uświadomiłaś sobie, że to on był poszkodowany. To on cierpiał, nie ty. Zalewałaś się płaczem. Morze łez wypływało z twoich oczu, a ty miałaś tysiąc myśli na raz. Zrozumiałaś, że Tae Joon jest, był i będzie twoją pierwszą i ostatnia miłością.
„Nigdy się nie poddawaj”
Przypomniałaś sobie słowa ojca jeszcze bardziej zarzucając się szlochem. Straciłaś dwie najważniejsze osoby w swoim życiu, lecz miałaś jedną małą duszyczkę, dla której musiałaś się trzymać i dawać jej dobry przykład. Teraz byłaś pewna, że będziesz mogła opowiedzieć jej, jakiego miała wspaniałego ojca. Pomimo tego, że nie było go przy was czułaś jakby był i czuwał nad wami i nigdy nie przestawał. Wiedziałaś, iż będziesz mogła wieść spokojne życie wiedząc, że ojciec twojego dziecka naprawdę cię kochał i, że kiedyś spotkacie się tam na górze tworząc zupełnie nową historię, a wasze dziecko będzie żyło niosąc wam szczęście

Koniec ^.^
Twórca: Song Mi Chan

2 komentarze:

  1. "-, Co?" - W niektórych miejscach Word (tak przynajmniej myślę, że to Word, bo on lubi tak trollować. Taki śmieszek z niego) postawił ci przecinek tam, gdzie nie powinno go być - czyli w tym przypadku, na początku wypowiedzi postaci.
    "(...) wyprowadził cie z równowagi, lecz ty zachowałaś swój stoicki spokój." - Kiedy na początku przeczytałam tę część zdania miałam jedno wielkie zastanowienie na twarzy. Jakim cudem ktoś może wyprowadzić kogoś z równowagi, ale równocześnie tamta osoba zachowuje olimpijski spokój? Dopiero później pojęłam, co najprawdopodobniej miałaś na myśli. Zmieniłabym jednak koncepcję tego zdania.
    Coś ostatnio czepialska jestem, więc skończmy z czepialstwem.
    Osobiście uważam, że pomysł był naprawdę fajny, a wykonanie równie na dobrym poziomie. Miło mi czytać takie lekkie rzeczy, a twój styl pisania tylko mi to umila. Rozwijasz się w pisaniu, co naprawdę widać. Praktyka czyni mistrza, nieprawdaż?
    A z pisaniem się nie śpiesz, naprawdę. Sama kiedyś tak robiłam i wychodziło okropnie! Błędy, które mogłam wyeliminować po prostu odczekując kilka dni i czytając tekst na nowo - gorąco polecam taki sposób sprawdzania swoich prac! W dodatku jeśli czyta się na głos łatwiej znaleźć błędy, składniowe, logiczne itp. Pośpiesz jest zły, wiem na swoim przykładzie.
    Życzę weny, chęci do pisania (do by mi się przydało, kkk~) i dużo motywacji! Hwaiting~ :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś wcale czepialska, po prostu wytykasz mi błędy XD. Dziękuje za twoją (mam nadzieję) szczerą opinię i liczę, że z czasem będę popełniała co raz to mniej błędów.

      Usuń